„Wzmocnienia” ŁKS i Widzewa, czyli to nie było piękne lato

Merveille Fundambu odchodzi z Widzewa Fot. Marian Zubrzycki

Reklama


Czas 4 min czytania

Kibice, także ŁKS i Widzewa, uwielbiają transfery, bo nowi to przecież wzmocnienia. Czyżby?

25 lutego o północy zamknęło się w polskich ligach okno transferowe. Od czwartku kluby mogą zatrudniać tylko wolnych piłkarzy, którzy z jakichś powodów nie mają gdzie grać. ŁKS dał już spokój. Widzew rzutem na taśmę jeszcze sięgnął po bramkarza Vjačeslavsa Kudrjavcevsa oraz pomocnika Marka Hanouska.

Duży ruch w Łodzi

Dużo już napisano o piłkarzach, jakimi wzmocniły się ŁKS i Widzew. Na al. Unii przybyli Piotr Janczukowicz, Adam Marciniak, Ricardinho i Mikkel Rygaard. Z kolei na al. Piłsudskiego oprócz już wspomnianych wyżej graczy: Caique, Kacper Gach, Piotr Samiec-Talar, Paweł Tomczyk i Jakub Wrąbel. Pięciu z nich zdążyło już zadebiutować w swoich drużynach, Janczukowicz i Tomczyk już zdobyli po golu, a kolejni czekają na debiuty.

Reklama

Czy nowi będę wzmocnieniem swoich drużyn? No właśnie… Dziennikarze często zastępują słowo „transfer” określeniem „wzmocnienie”, ale – taka jest niestety prawda – często to zupełnie nie pasuje. W wielu przypadkach lepiej pasowałoby słowo „osłabienie”.

W ostatnim dniu okresu transferowego „Łódzki sport” przyjrzał się transferom ŁKS i Widzewa, ale tym dokonanym latem. Czy nowi piłkarze okazali się wzmocnianiemi? Kibice, tak jak teraz, bardzo na to wtedy liczyli. No to mówimy: „sprawdzam”.

Siedmiu nowych w ŁKS

Przy al. Unii latem 2020 stawiali na młodość. Do drużyny dołączyli m.in. Kelechukwu Ibe-TortiMarcel Wszołek oraz Piotr Gryszkiewicz. Wszyscy to nastolatkowie. Można więc stwierdzić, że to inwestycja na przyszłość. Ten pierwszy (ma obywatelstwo nigeryjskie i polskie) trafił do ŁKS z Escoli Varsovia. Jesienią wystąpił (w minimalnym wymiarze czasowym) w pięciu meczach w lidze i jednym w Pucharze Polski. I właśnie Unii Janikowo strzelił swojego jedynego gola.

Reklama

Gryszkiewicz zaliczył dziewięć występów w lidze i to cztery od pierwszej minuty. On też zdobył gola w meczu ze Śląskiem Wrocław w Pucharze Polski. Nie pograł niestety 18-letni Wszołek, który w letnim okresie przygotowawczym zerwał wiązadła w kolanie i od tamtej pory nie wrócił na boisko. Wciąż walczy o powrót.

Latem 2020 ŁKS „wzmocnili” też Kamil DankowskiJakub TosikTomasz Nawotka i Daniel Celea. Zacznijmy od Rumuna, którego w drużynie… już nie ma. Celea trafił do ŁKS w sierpniu na 3,5 roku, a odszedł już zimą, bo nie przebił się do składu. Zaliczył tylko jeden mecz. To z całą pewnością nie było wzmocnienie.

Radzi sobie jako tako doświadczony Tosik, który w bogatej karierze grał już m.in. w GKS Bełchatów, Polonii Warszawa, Jagielloni Białystok, Zagłębiu Lubin i ukraińskich Karpatach Lwów. Mimo tak dużego doświadczenia 33-latek musiał walczył o miejsce w składzie ŁKS i tak naprawdę na dłużej nigdy go nie wywalczył. Tylko w trzech ze swoich dwunastu meczów w lidze zagrał od początku i tylko jeden pełny.

Zostali jeszcze Nawotka i Dankowski. Z tym pierwszym jest podobnie, jak z Tosikiem. Oczywiście Nawotka jest znacznie młodszy (24 lata) i mniej doświadczony od kolegi z drużyny, ale on też grał w kratkę. Wystąpił w 14 meczach w lidze i tylko w czterech w pierwszym składzie.

Jego równolatek – Dankowski – ma lepsze statystyki. On wystąpił w 13 spotkaniach, ale 9 razy grał od początku.

Czy, zważywszy na to, co napisaliśmy powyżej, można uznać, że ŁKS ubiegłego lata się wzmocnił?

Dziewięciu nowych w Widzewie

Ale przenieśmy się na drugą stronę Łodzi. Tutaj będzie ciekawiej. Latem 2020 przy al. Piłsudskiego odpowiedzialny za transfery Mirosław Leszczyński otworzył hurtownię. Koszulki z herbem Widzewa dostało aż dziewięciu nowych piłkarzy. Jeden szybko stracił szansę, by zasłużyć na miano „wzmocnienia”. I nie chodzi o to, że w swoim pierwszym meczu w Widzewie Petar Mikulić zagrał fatalnie. Chorwat szybko doznał bardzo poważnej kontuzji i do dzisiaj nie zaliczył meczu numer 2 w łódzkiej drużynie.

Teraz poważnie kontuzjowany jest Miłosz Mleczko, którego Widzew wypożyczył z Lecha Poznań wobec słabej formy Wojciecha Pawłowskiego. Mleczko wskoczył do bramki i bronił jej w 13 kolejkach. Debiutował w derbach Łodzi i na dzień dobry wpuścił dwa gole. W sumie wyciągał piłkę z siatki jedenaście razy. Nigdy specjalnie nie zawodził, ale na miano bohatera meczu też nie zasługiwał. Grał solidnie, ale bez fajerwerków. Zdarzały mu się większe i mniejsze błędy. Nie bez powodu zimą Widzew szukał nowego bramkarza i znalazł Jakuba Wrąbla.

Jednym z najciekawszych letnich transferów przy al. Piłsudskiego było sprowadzenie Karola Czubaka z Bytovii. 21-latek strzelał tam sporo goli. W Widzewie miał robić to samo, już pod okiem Marcina Robaka. Pochodzący ze Słupska gracz nie wywalczył jednak miejsca w składzie. Jego dorobek w 10 meczach (366 minut) to jeden gol. Trudno będzie poprawić ten wynik, bo w tym roku Czubak, wobec przyjścia Pawła Tomczyka i powrotu do gry Przemysława Kity, spadł jeszcze niżej w hierarchii napastników Widzewa. Dla niego lepiej byłoby chyba trafić na wypożyczenie, jeśli nie chce… nabawić się odcisków na czterech literach.

Wejście smoka miał Merveille Fundambu, któremu kontrakt w Widzewie załatwił dziennikarz Krzysztof Stanowski. „Fundi” zachwycał kibiców nieszablonowymi zwodami, podaniami prosto do nogi i pięknym golem przewrotką. Ale szybko się skończyło i piłkarz z Konga dopasował się do kolegów, a momentami grał nawet gorzej od nich. W pierwszym meczu wiosny Fundambu nie wszedł na boisko.

Miejsca w składzie na stałe nie potrafi też inny piłkarz pozyskany przez Widzew latem. Dominik Kun raz grał od początku, innym razem wchodził na boisko w trakcie meczu. Z 16 meczów nie rozegrał ani jednego pełnego. Gole – zero. Asysty – jedna. „Wzmocnienie”? Takie same statystyki ma Mateusz Michalski, który miał prowadzić Widzew do ekstraklasy. „Wzmocnienie”?

Miejsca w pierwszym składzie na dobre nie wywalczyli też Patryk Mucha i Michał Grudniewski. Ten pierwszy miał przebłyski dobrej formy, zdobył m.in. dwa gole. W sumie do tej pory zagrał w 16 ligowych spotkaniach, ale tylko siedem z nich od pierwszej do ostatniej minuty. Wciąż nie jest to zawodnik, który jest Widzewowi niezbędny. To samo można powiedzieć o Grudniewskim, który co prawda teraz jest kontuzjowany, ale gdy był zdrowy przegrywał rywalizację o miejsce w środku obrony z krytykowanym Danielem Tanżyną. Uzbierał tylko sześć występów.

W drugiej części sezonu regularnie grał za to Patryk Stępiński, inny piłkarz, który latem podpisał kontrakt z czerwono-biało-czerwonymi. Zaliczył trzynaście gier. Grał solidnie, ale bez fajerwerków.

A jak było wcześniej?

Z ciekawości cofnęliśmy się o sezon wcześniej. Uwzględniliśmy oba okna transferowe i przyjrzeliśmy się ówczesnym transferom ŁKS i Widzewa. Ilu nowych okazało się wzmocnieniami? Było o wiele lepiej. Na al. Unii przyjechali m.in. Pirulo, Arkadiusz Malarz, Maciej Dąbrowski, Antonio Dominguez i Michał Trąbka. Każdy z nich coś wniósł do drużyny. Były momenty albo wręcz okresy gry, kiedy o każdym z nich można było mówić, że podniósł poziom zespołu.

A jak było w Widzewie? Z kilkunastu graczy drużynę wzmocniło na pewno kilku. To przede wszystkim Marcin Robak, ale też Przemysław Kita, Wojciech Pawłowski, Mateusz Możdżeń i Krystian Nowak.

Oby z grupy piłkarzy, którzy trafili do ŁKS i Widzewa tej zimy, chociaż kilku okazało się prawdziwymi „wzmocnieniami”. Sprawdzimy za jakiś czas.

Autor: Janek 

Reklama

Piłka nożna

ŁKS ŁódźWidzew Łódź

Dodaj komentarz