Reklama
Reklama
Reklama

Prezes ŁKS nie ma łatwego życia

Czas 2 min czytania
Prezes ŁKS nie ma łatwego życia

Prezes ŁKS Tomasz Salski po miesiącu miodowym jaki zafundowała mu jesienna runda pierwszej ligi, po słabszych wynikach wiosną dla niektórych, kibiców stał się wrogiem publicznym numer jeden.

Reklama

Salski postawił jasny cel, jakim był awans do ekstraklasy. Dobrał do tego zawodników idealnie wpisujących się w koncepcję łódzkiej drużyny. Początkowo wyśmiewany trener Wojciech Stawowy z umiejętności przeciętnych zawodników wyciągnął maksimum możliwości. ŁKS był walcem, który miał rozjechać pierwszą ligę… i tak też było. Imponujące jest 11 meczów bez porażki na początku sezonu. Po następnej serii meczów bez wygranej łodzianie postanowili rozstać się ze Stawowym, a zajmujący jego miejsce Ireneusz Mamrot też nie zawsze zachwyca, ale jego praca idzie ku lepszemu. Tylko jaka jest w tym wina Salskiego?

Prezes ŁKS dołożył wszelkich starań żeby jego drużyna był hegemonem pierwszej ligi. Do i tak świetnie prosperującego składu dołożył Ricardinho i Rygaarda. Brazylijczyk ma szanse zostać gwiazdą Fortuna Pierwszej Ligi, a Duńczyk jest póki co niewypałem z aspiracjami.

Reklama

Jeszcze niedawno Marcin Matuszewski, który dopinał transfer Daniego Ramireza do ŁKS-u mówił

Przywieźliśmy go do Łodzi i kiedy zobaczył, że w porównaniu do Stomilu jest to nowoczesny klub z powstającym stadionem, świetną bazą treningową, zarządzany w profesjonalny sposób, poczuł, że mimo pozostania w pierwszej lidze jest to dla niego krok do przodu. Historia pokazała, że wszyscy mieliśmy rację.

Skoro klub pierwszoligowy, ma zaplecze, którego pozazdrościć mu mogą kluby z ekstraklasy, to jaka wina prezesa jest w tym, że wyniki są takie słabe?

Reklama

Istnieje teoria „tłustych kotów” piłkarze w ŁKS-ie mają po prostu za dobrze i nie są tak zaangażowani jak powinni. Przy świetnym zapleczu do treningów, profesjonalnej bazie i wysokiej organizacji klubu, nie każdy jest w stanie skupić się na pracy, bo jest mu po prostu zbyt komfortowo w cieplarnianych warunkach. Tylko jaki wpływ ma na to prezes? Chciał stworzyć najlepszą drużynę pierwszoligową. Czy był w stanie przewidzieć, że Mikkel Rygaard okaże się niewypałem ? Że w meczu z Reosvią zawodnicy nie za bardzo będą chcieli grać w piłkę? On wszelkie warunki do rozwoju im stworzył.

Bolesną dla prezesa rzecz zrobił ostatnio pewien portal intertrnetowy. Koniec sezonu, po ciężkim pandemicznym roku, więc większość klubów ogląda każdą złotówkę w kasie, żeby móc w pełnym komforcie dokończyć sezon. Salski, który chce przeprowadzić ŁKS przez te trudne czasy suchą stopą (i póki co udaje mu się to bezbłędnie), rano przeczytał, że bez zastanowienia wydaje 250 tysięcy na zawodnika Stomilu Olsztyn – Kokiego Hinokio. ŁKS ma teraz ważniejsze wydatki. Musi spokojnie dokończyć sezon, a wtedy ruszy do ofensywny transferowej.

Salski każdą wolną złotówkę przeznacza na ŁKS. Nie jest nieomylny, ale przyznać mu trzeba, że jest świetnym biznesmenem, który na tyle ile potrafi dba o dobro klubu, z którym się utożsamia. Tym bardziej dziwią ataki tzw. „betonów”, którzy na zasadzie „bo my też kiedyś mieliśmy jakąś funkcję w ŁKS-ie !” chcą rozgrywać swoje interesy.

Reklama

Błędy, które łodzianie popełniają wynikają z braku koncentracji, a nie faktu, że zły Salski stoi z batem nad głową. Dlatego kibicu, następnym razem jak napiszesz „Salski Twoje miejsce jest w Rzgowie”, zastanów się, gdzie byłby ŁKS bez tego Salskiego…

Jedno jest pewne Tomasz Salski ma jedną z najtrudniejszych funkcji na świecie.

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódźtomasz salski

Dodaj komentarz

Reklama