Reklama
Reklama

Puchar Polski. Widzew nie zawiódł, ale przegrał. Szkoda…

Czas 3 min czytania
Puchar Polski. Widzew nie zawiódł, ale przegrał. Szkoda…

Dominik Kun strzela gola dla Widzewa Fot. Marcin Bryja/widzew.com

Widzew nie był gorszy od Wisły Kraków, jednak odpadł z Pucharu Polski. Zdecydowały o tym błędy w obronie, brak skuteczności i… młodzieżowców w kadrze.

Reklama

Od ponad tygodnia na każdej konferencji trener Janusz Niedźwiedź podkreśla, że Krystian Nowak i Juliusz Letniowski są już gotowi do gry, ale kolejny raz obaj zaczęli mecz w rezerwie. Prawdopodobnie wyszedł z założenia, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Musiał zrobić jeden wyjątek, gdyż z Pucharze Polski musi grać dwóch młodzieżowców, dlatego od początku wyszli na boisko Bartosz Guzdek i Radosław Gołębiowski zamiast Daniego Villanuevy.

Jeszcze zanim kibice skończyli śpiewać pierwszą piosenkę, sędzia Paweł Raczkowski podyktował rzut karny dla Widzewa. Gołębiowski i Fabio Nunes wymienili podania, a ten drugi upadł w starciu z Georgijem Żukowem. W rozgrywkach pucharowych jest jednak VAR i po długiej analizie decyzja została anulowana. Portugalczyk oszukiwał, ale nabrał takiego wigoru, że przez najbliższe kilkanaście minut czarował techniką: kiwał, podawał, a nawet przerzucił piłkę nad przeciwnikiem. Po jego kolejne akcji z pola karnego mocno strzelił Paweł Zieliński, tuż nad bramką.

Młodzieżowcy wypracowali gola

Po kwadransie Widzew cofnął się, po części zmuszono do tego przez agresywną grę Wisły. Jej piłkarze atakowali łodzian już głęboko na ich połowie, uniemożliwiając utrzymywanie się przy piłce. Zrobiło się bardzo niebezpieczne, bo ekstraklasowiec ma kilku świetnych zawodników. Najgroźniejszy był Felicio Brown Forbes, który poturbował Daniela Tanżynę, by później go kilka razy ograć. Kostarykańczyk był też najbliższy zdobycia gola, lecz kopnięta przez niego piłka trafiła w poprzeczkę. Wykazać musiał się też Jakub Wrabel, broniąc strzał 17-letniego Piotra Starzyńskiego, po akcji… Browna Forbesa.

Reklama

W 28. minucie pierwszy raz musiał interweniować się Paweł Kieszek, a do wysiłku zmusił go Nunes, po indywidualnej akcji. To był sygnał, że pierwszoligowiec ma już za sobą mały kryzys. Kolejna kontra zakończyła się prowadzeniem, a jej autorami byli młodzieżowcy: Gołębiowski podał do Guzdka, ten zagrał wzdłuż bramki, a Dominikowi Kunowi pozostało tylko kopnąć z bliska do bramki. Świetne było zwłaszcza podanie Guzdka, który po przełamaniu w meczu z Zagłębiem Sosnowiec znów grał tak, jak w najlepszych momentach sezonu.

Reklama

Widzew nieskuteczny

Już do końca pierwszej połowy Wisła przeważała, jednak nie stwarzała poważnego zagrożenia. Dobrze spisywali się obrońcy, mimo straty Tanżyny, który źle się poczuł. I po długiej pauzie wrócił do gry Nowak. Zaś po przerwie kapitalną szansę miał Guzdek, który znalazł się sam na sam z bramkarzem, jednak nie trafił w bramkę. Po chwili mieliśmy kilka kiksów i piłka znalazła się pod nogami Marka Hanouska, ale ten był zaskoczony i kopnął za lekko. Widzewski Hanousek miał kolejną okazję, lecz nie zdołał oddać strzału. To nie był koniec szans, bo Nunes znów się zabawił, ale kopnął tuż nad bramką.

Widzew uznał, że najlepszą obroną jest atak, bo co chwila stwarzał sobie sytuacje bramkowe. Bardzo dobrze spisujący się Karol Danielak spróbował technicznego uderzenia zza pola karnego, lecz Kieszek zdołał odbić piłkę. Kiedy gospodarze byli blisko podwyższenia prowadzenia, stracili gola. W zamieszaniu pod bramką Brown Forbes zdołał się odwrócić i kopnąć, mimo że był za nim Tomasz Dejewski. Inna sprawa, że stoper atakował za delikatnie, nie próbując nawet zepchnąć rywala.

Była szansa na dogrywkę

Potwierdziło się, że Widzew lepiej czuje się w ofensywie, a obrona to jego najsłabsza formacja. Ataki łodzian były ciekawsze od rywali, ale o wyniku zdecydowały błędy defensywy, proste błędy, bo żaden z goli zdobyty przez Wisłę nie był konsekwencją jakiejś wyjątkowej akcji. Drugi znów padł po zamieszaniu w polu karnym, a cała akcja wzięła się od złego przyjęcia Mateusza Michalskiego. Pomocnik Widzewa miał kapitalną szansę do rehabilitacji, gdy po centrze Kacpra Karaska główkował z pięciu metrów, szkoda tylko, że prosto w bramkarza.

Reklama

Widzew zapłacił też za brak większej liczby młodzieżowców, bo w końcówce nie miał kto zastąpić bardzo zmęczonego Guzdka. Już w doliczonym czasie gry łodzianie mieli rzut wolny. Pod bramkę Wisły pobiegł nawet Wrąbel i nie zdążył wrócić, a Jan Kliment spokojnie kopnął do pustej bramki. Szkoda tej porażki, bo widzewiacy włożyli w mecz mnóstwo sił, jednak zabrakło im skuteczności, zwłaszcza po przerwie.

Widzew Łódź – Wisła Kraków 1:3 (1:0)

1:0 – Kun 29.

Reklama

1:1 – Brown Forbes 64.

1:2 – Kliment 87.

1:3 – Kliment 90.+7

Reklama

Widzew: Wrąbel – Stępiński (89. Tomczyk), Dejewski, Tanżyna (35. Nowak) – Zieliński, Hanousek, Kun, Nunes (89. Letniowski) – Gołębiowski (75. Karasek), Guzdek, Danielak (75. Michalski)

Wisła: Kieszek – Szot (85. Gruszkowski), Frydrych, Sadlok, Hanousek – El Mahdioui – Yeboah, Żukow, Savić (58. Kliment), Starzyński (58. Młyński) – Brown Forbes (85. Svarka)

Żółte kartki: Szot, Sadlok, Gruszkowski, Skvarka

Reklama

Widzów: 15.300

Piłka nożna

puchar polskiWidzew ŁódźWisła Kraków

Dodaj komentarz

Reklama