„Stamirowskiemu chodzi o dobro klubu, nie o zrobienie biznesu”

Stadion Widzewa z drona (fot. Flight Level)

Reklama

Czas 3 min czytania

Do połowy czerwca powinniśmy wiedzieć, kto będzie właścicielem Widzewa.

We wtorek odbyło się kolejne Walne Zgromadzenie Stowarzyszenia RTS Widzew. Jak już informowaliśmy, oficjalną ofertę przejęcia akcji spółki złożył jeden z jego członków Tomasz Stamirowski. We wtorek wieczorem klub wydał komunikat w tej sprawie. W środę w klubowym radiu o ofercie Stamirowskiego mówił za to Piotr Pietrasik, prezes stowarzyszenia. – Już dawno mówiłem, że aby zrobić krok naprzód, by klub się rozwijał i coś znaczył na mapie Polski, a może i Europy, decyzyjność musi być skupiona w jednym ręku. Formuła stowarzyszenia się wyczerpała – powiedział. – Wydawało mi się, że proces pozyskiwania inwestora w przypadku takiego klubu, jak Widzew będzie łatwiejszy, że więcej podmiotów będzie zainteresowanych, ale jak się okazało, było to bardzo trudne. Przez 6 lat istnienia stowarzyszenia i 2 lat mojej prezesury, tych konkretnych ofert było bardzo mało.

Reklama

15 mln zł w 5 lat

Ale teraz już jest. We wtorek złożył ją Stamirowski. – Pan Stamirowski działa w pełni jawnie i sam zaproponował, by podać do publicznej wiadomości, co oferuje, by nie było zarzutu, że coś ukrywamy. Zaznaczył też, że nie chce wyłączności. Jeśli pojawi się lepsza oferta, to on również ją poprze, bo zależy mu na dobru klubu – powiedział Pietrasik.

Reklama

Stamirowski zadeklarował inwestycję w klub w wysokości 15 mln zł w okresie 5 lat. 10 mln zł ma zostać wpłacone do spółki tytułem wkładu, a 5 mln zł od sponsorów. – Teraz, na etapie negocjacji, będziemy ustalać szczegóły. Oczywiście będziemy jako stowarzyszenie domagać się zabezpieczeń tych kwot, by nie były to tylko deklaracje – zaznacza szef SRTS. – A co do sponsorów, to widzę to tak, że jeśli ktoś deklaruje, że jest w stanie zorganizować 5 mln zł, to przedstawi na to jakąś promesę, umowę przedwstępną.

Pietrasik dodał, że jeśli dojdzie do porozumienia, to Stamirowski zadeklarował wpłacić 4 mln zł do końca czerwca.

Reklama

Członkowie stowarzyszenia podjęli wczoraj uchwałę, w której wyraziło chęć przystąpienia do rozmów z Tomaszem Stamirowskim. Wyznaczono cztery osoby, które będą negocjować z nowym inwestorem. To Tomasz Gasiński i Jarosław Wyrwas, Wojciech Mieczkowski i Tomasz Tomczak. Rozmowy mają trwać 2, 3 tygodnie.

Na ośrodek nie starczy

W przeszłości Pietrasik mówił, że stowarzyszenie chciałoby pieniądze pozyskane od nowego inwestora przeznaczyć na budowę ośrodka treningowego. – Pan Stamirowski stwierdził, że z pieniędzy, jakie chce zainwestować w klub, nie da się tego zrobić. Budowa takiego ośrodka to koszt 30, 40 mln zł. Ale zapewnił, że dla niego to bardzo ważne i będzie szukał partnera zewnętrznego – powiedział.

Stamirowski miałby przejąć 79 proc. akcji. 21 proc. ma zostać w stowarzyszeniu. – Proces ten odbyłby się poprzez pozyskanie akcji z nowej emisji. Pieniądze wpłynęłyby na konto spółki. Szczegóły będą dogrywane – mówi Pietrasik.

SRTS miałoby zachować jedno miejsce w radzie nadzorczej. Wciąż dbałoby też o historię klubu, jego herb, nazwę. – Pewne wartości są nienaruszalne. To wszystko będzie określone w umowie, ale akurat panu Stamirowskiemu nie musimy tego tłumaczyć, bo on sam jest członkiem stowarzyszenia – mówi prezes. I dodaje: – Atutem tej oferty jest też właśnie to, że pan Stamirowski jest kibicem Widzewa od 40 lat. Ma swoją lożę na stadionie. Na pewno chce dla klubu jak najlepiej, czego przykładem jest to, że spółka miałaby pozostać non profit. Nie byłyby więc wypłacane dywidendy. Chodzi więc o dobro klubu, a nie o zrobienie biznesu.

Jeśli Stamirowski przejmie klub, to on będzie odpowiadał za sprawy sportowe, za drużynę. – Kwota, jaką zainwestuje pozwoli realnie zbudować zespół, który w przyszłym sezonie będzie się liczył w walce o ekstraklasę. Taki będzie cel. Z tego co wiem, to pan Stamirowski chce budować drużynę z dyrektorem sportowym, który miałby silną pozycję – mówi szef stowarzyszenia.

SRTS chce też się zabezpieczyć przed ewentualną sprzedażą spółki w przyszłości. – To będzie regulowała umowa. Stowarzyszenie będzie się musiało na to zgodzić. Pan Stamirowski mówił we wtorek, że to inwestycja wieloletnia, ale nie wyklucza pozyskania dodatkowego partnera inwestycyjnego, czy to na budowę bazy dla akademii, czy dla podniesienia kapitału spółki, by wejść na jeszcze wyższy poziom – mówi Pietrasik.

Austriacy też są chętni

We wtorek do klubu przyszedł też mail od Austriaków, którzy są zainteresowani wejściem w Widzew. – Nie jest to firma Red Bull, jak już ktoś napisał – stwierdził prezes. – To mail, w którym wykazano pewne zainteresowanie inwestycją w klub. To osoby, które już były w Łodzi, gościły na meczu z GKS-em Jastrzębie, na spotkaniach Akademii Widzewa i były w kontakcie z nami. Wiedzieli, że prowadzimy rozmowy z innymi podmiotami i myślę, że zapowiedź złożenia oferty przez pana Stamiorowskiego ich zmobilizowała. Odpowiedzieliśmy, że czekamy na złożenie konkretnej oferty.

A co jeśli ani Stamirowski, ani Austriacy nie wejdą do Widzewa? – Jeśli do transakcji nie dojdzie, to struktura zostaje taka sama – 100 procent akcji zostaje w stowarzyszeniu. Jest zarząd, który pracuje normalnie, wykonuje swoje obowiązki i przygotowuje się do nowego sezonu. Prace nie zostały wstrzymane. Jeśli do transakcji nie dojdzie, to plan na dalsze działanie jest – zapewnił szef SRTS.

Pietrasik dodał, że sprawę przejęcia klubu SRTS chce zakończyć do połowy czerwca.

Piłka nożna

Piotr PietrasikTomasz StamirowskiWidzew Łódź

Reklama

Dodaj komentarz