Trener Widzewa: Byłem zły i do dzisiaj jestem

Trener Widzewa Janusz Niedźwiedź/fot. Marcin Bryja, widzew.com

Reklama


Czas 3 min czytania

Janusz Niedźwiedź podsumował mecz z Sandecją Nowy Sącz. Jest wkurzony.

W poniedziałek Widzew zremisował na wyjeździe z Sandecją Nowy Sącz. Po pierwszej połowie prowadził 1:0 i miał co najmniej dwie świetne okazje. Po przerwie stracił dwa gole, ale w samej końcówce udało się wyrównać. Na antenie klubowego radia do tego spotkania wrócił trener Janusz Niedźwiedź. – Byłem zły po tym meczu, bo czuliśmy, że to mogło się inaczej potoczyć – stwierdził.

Trener Widzewa był bardzo zadowolony z pierwszej połowy. – Była bardzo dobra. Przeprowadziliśmy kilka akcji na wysokiej intensywności, ale nie skończyły się bramkami. Gra była pod nasze dyktando, pod pełną kontrolą, taką, jaką chciałbym widzieć – powiedział. – Udało nam się wyczyścić głowy po wysokiej porażce i w Nowym Sączu od razu wyszliśmy ze sporym animuszem.

Reklama

Trener przyznał, że po meczu był wkurzony. – Byłem zły i do dzisiaj jestem. Bo mogliśmy wygrać ten mecz, szczególnie po takiej pierwszej połowie i po tym, jak zaczęliśmy drugą – stwierdził.

Trener Widzewa jest zły

Niedźwiedź dodał, że po przerwie jego zespół miał kontynuować taką grę i dołożyć kolejną bramkę. Aż do czasu rzutu karnego dla Sandecji, obie drużyny nie miał jednak swoich szans. – Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, a nagle ten karny – mówi trener.

Zapewnił, że nie ma pretensji do Bartosza Guzdka za zagranie ręką w polu karnym, bo to był przypadek. Niedźwiedź jest za to zły na to, co stało się później, czyli błędy przy kolejnej bramce dla gospodarzy. – Boli mnie to bardzo. To była nieodpowiedzialność jednego z piłkarzy [Fabio Nunesa – przyp. ŁS], a potem dwa błędy [m.in. Patryka Stępińskiego – przyp. ŁS]. Pozwoliliśmy zagrać rywalom na dalszy słupek i straciliśmy gola. Potem była kolejna podobna sytuacja, ale na szczęście tam był spalony. To były dwie akcje w meczu, w których nie utrzymaliśmy koncentracji – uważa Niedźwiedź.

Reklama

Tomczyk zrobił swoje

Pozytywem jest za to fakt, że Widzew doprowadził do wyrównania. Ładną akcję zespołu z zimną krwią wykończył Paweł Tomczyk. – Paweł wszedł i strzelił bramkę, Zrobił to, czego oczekiwaliśmy – przyznaje trener.

Dodał jednak, że to nie oznacza automatycznie, że teraz Tomczyk wskoczy do składu na kolejne spotkanie. – Każdy może liczyć że wyjdzie od pierwszej minuty. Tydzień będzie pełny rywalizacji, bo wróci kilku piłkarzy, prócz jednego. Będziemy się przyglądać. Nie jest tak, że Paweł strzelił bramkę i wyjdzie w pierwszym składzie. Ale może tak być. Jak będzie wyglądał w tygodniu bardzo dobrze, to tak. Już od trzech tygodni na treningach wygląda dobrze. Może głowa inaczej pracuje, może wyluzował? Może wcześniej za bardzo chciał? W tej sytuacji pod bramką pokazał duży luz – opowiada szkoleniowiec Widzewa.

Sandecja Nowy Sącz – Widzew Łódź, Paweł Tomczyk/fot. Marcin Bryja, widzew.com

W Nowym Sączu po raz pierwszy w tym sezonie od początku zagrał Daniel Villanueva. Wcześniej Hiszpan grał bardzo mało. W meczu z Sandecją miał dobrą pierwszą połowę, w której jednak zmarnował idealną okazję. – On potrzebuje wsparcia, by uwierzył w siebie. Szkoda tej sytuacji. Dałaby mu pozytywny bodziec, ale myślę, że już sam występ mu go da. Pamiętajmy, że on trafił do nas po długiej kontuzji. Wiedzieliśmy, że jego powrót do gry będzie długi. A jeszcze przytrafił mu się uraz, potem miał pecha w rezerwach, zderzył się głową, miał podejrzenie wstrząsu mózgu. Potem z kolei był pod formą, ale od dwóch, trzech tygodni ma zwyżkę formy – mówi Niedźwiedź.

Powrót na zwycięską ścieżkę?

Widzew nie wygrał w Nowym Sączu i to był już piąty mecz bez zwycięstwa z kolei. Kibice zastanawiają się, czy spadek formy drużyny widać także na treningach. – Do piątku były widać, że brakuje nam płynności i że głowy po porażce w Bielsku nie są jeszcze wyczyszczone. Ale w sobotę i niedzielę było już inaczej. Sobotni trening był najlepszy od dawna. Widać już było, że wszyscy są naładowani dobrą energią. Oczywiście czasem są momenty, w których brakuje nam regularności, ale czasem piłka chodzi jak po sznurku – zapewnia trener.

Odniósł się też do ostatnich meczów i straty punktów. – Wszyscy trzeba trzymać ciśnienie. Jak wygrywaliśmy mecz za meczem, to mówiliśmy że nie będziemy zadzierać nosa, bo nie wszystko się będzie samo wygrywało – powiedział. Dał do zrozumienia, że drużyna wraca na dobre tory, co widać było w pucharowym meczu z GKS-e, Jastrzębiem i w pierwszej połowie w Nowym Sączu. – Widać było polot – zauważa. I zapewnił: – Zrobimy wszystko, by dobrze skończyć jesień.

W niedzielę Widzew podejmie na swoim stadionie Zagłębie Sosnowiec.

Piłka nożna

Janusz NiedźwiedźWidzew Łódź

Reklama

Dodaj komentarz