W bólach rodzi się nowy, lepszy (?) ŁKS

Antonio Dominguez z ŁKS Fot. Marian Zubrzycki

Reklama


Czas 3 min czytania

ŁKS zagrał z GKS-em Bełchatów przeciętnie. Są jednak przesłanki, które mogą wlać w serca kibiców nadzieję, że był to ostatni tak bezbarwny mecz podopiecznych Ireneusza Mamrota.

Ciężko mówić o szczelności defensywy, skoro bramkarz i środkowi obrońcy nie mieli za dużo do roboty. Można za to pochwalić Jakuba Tosika, który wreszcie wziął na siebie zadania defensywnego pomocnika i stopował akcje przeciwników już w zarodku. ŁKS zawsze potrzebował piłkarza, który wspierałby obrońców tylko i wyłącznie w destrukcji, bo najwięcej bramek od lat traci po kontrach rywali. Tosik nie jest wielkim technikiem, nie rozpocznie akcji od błyskotliwego przerzutu, ale jeżeli zachowa do końca sezonu formę jaką zaprezentował w meczu z GKS-em, zapewni swoim kolegom dużo spokoju w tyłach, a oni będą mogli skupić się na ofensywie.

Nowy środek pola

O tym, że Antonio Dominguez to piłkarz wyrastający ponad pierwszą ligę, nie trzeba nikogo przekonywać. Hiszpan dzięki swojej boiskowej inteligencji jest w stanie nadawać rytm grze ofensywnej ŁKS. Dzięki świetnemu wyszkoleniu technicznemu jest w stanie obsługiwać kolegów celnymi podaniami. W Nowym Sączu udowodnił, że tak samo dobrze radzi sobie z odbiorem piłki.

Reklama

Mikkel Rygaad na razie zawodzi. Trener ŁKS upatruje jego problemów w braku koncentracji. Być może gdy przyjdą mecze z drużynami z górnej ósemki, Duńczyk znajdzie dodatkową motywację i w końcu pokaże pełnię swoich umiejętności.

Skoro Rygaard jest bez formy to grać musi Michał Trąbka. Urodzony w Rudzie Śląskiej pomocnik to polska wersja Domingueza. Jest równie dobrze wyszkolony technicznie, podejmuje tak samo dobre decyzje, a od Hiszpana jest nawet nieco szybszy. Brakuje mu doświadczenia, ale im więcej będzie grał tym więcej go nabierze.

Wydaje się, że na ten moment środek pola Tosik – Domignuez – Trąbka to najlepsza możliwa opcja jaką trener Mamrot dysponuje. Pierwszy zabezpiecza tyły ŁKS, dwaj kolejni rozdają skrzydłowym i napastnikowi piłki, męczą przeciwnika seriami podań, po których zawiązują groźne akcje i dyrygują ofensywą łódzkiej drużyny. Już w meczu z GKS-em momentami widać było, że piłkarze ŁKS starają się grać kombinacyjnie, w ich decyzjach jest mniej kalkulacji a więcej odwagi. Wszystko w rękach trenera, który musi ten pozytywny trend podtrzymać i jeszcze rozwinąć.

Reklama

Skrzydłowi dostali więcej swobody

Przyklejony do linii bocznej boiska Pirulo jest bezużyteczny. Im więcej swobody ma Hiszpan, tym bardziej jest w stanie pomóc drużynie. Najlepszy strzelec ŁKS bezapelacyjnie jest liderem zespołu i potrafi tą odpowiedzialność wziąć na swoje barki. Pirulo cofający się po piłkę, schodzący ze skrzydła, próbujący groźnych strzałów z dystansu to najlepszy zawodnik pierwszej ligi. Trener ŁKS wreszcie to zauważył i pochodzący z Hiszpanii piłkarz mógł pokazać chociaż część swoich dużych umiejętności. Łodzianie po raz pierwszy od meczu z Widzewem oddali więcej niż 15 strzałów na bramkę, a dużą część z nich stanowiły uderzenia Pirulo.

Mamrot zdecydował się na eksperyment, obsadzając Adriana Klimczaka w roli skrzydłowego. Nominalny lewy obrońca na początku meczu pokazał się kilka razy z dobrej strony, ale później zgasł. Być może pomysł trenera sprawdzi się z czasem tak jak miało to miejsce w przypadku przesunięcia Macieja Wolskiego na prawą obronę. Jeśli nie, w odwodzie są Piotr Janczukowicz i Piotr Gryszkiewicz, którzy najlepiej czują się właśnie na skrzydle.

Napastnicy i obrona to wielka niewiadoma

Pod wodzą nowego trenera w trzech z czterech meczów ŁKS nie stracił bramki. Ciężko stwierdzić czy to zasługa nowej taktyki, czy drużyny z którymi łodzianie się mierzyli mają tak mały potencjał w ofensywie. Na oceny obrońców przyjdzie czas po meczu z Arką, ale na pewno cieszy powrót do formy Macieja Dąbrowskiego, który jest liderem defensywy i jedyne co może przeszkodzić mu w grze, to zawieszenie za kartki. Wydaje się też, że nieco zapomniany Tomasz Nawotka złapał rytm meczowy i jest w stanie na dłużej zająć miejsce na prawej obronie.

Co do wyboru drugiego stopera i lewego obrońcy trzeba zaufać trenerowi. Carlos Moros-Gracia gra dobrze, ale jego największą wadą są słabe warunki fizyczne i zwrotność. Sobociński jest szybszy i silniejszy, ale popełnia w grze defensywnej błędy, doprowadzające do groźnych sytuacji pod własną bramką. Adam Marciniak to lewy obrońca, który zapewni spokój z tyłu i wybiega cały mecz, ale średnio sprawdzi się w ataku pozycyjnym. Klimczak broni gorzej, ale na pewno jest bardziej przydatny w defensywie.

Napastnicy ŁKS mają to do siebie, że albo grają mecze wielkie, albo całkiem znikają. Jeżeli Ricardinho dojdzie do zdrowia to niewątpliwie powinien być pierwszym wyborem trenera. W meczu ze Stomilem, ŁKS swoją grą do momentu wejścia na boisko Brazylijczyka nie porywał. Dopiero pozyskany zimą napastnik był w stanie odwrócić losy meczu i dać łódzkiej drużynie zwycięstwo.

Czy nowy ŁKS będzie lepszy?

Wszystko w rękach trenera. Na razie widowiska z udziałem łodzian nie porywają. Dopiero mecz z GKS-em Bełchatów dał przesłanki żeby myśleć, że może być inaczej. Im więcej odwagi w poczynaniach piłkarzy, przy odpowiednio położnym nacisku na grę defensywą, tym przyjemniej będzie się ŁKS oglądało. Pierwsze argumenty za tym, że łodzianie wracają na właściwie tory dał dopiero czwarty mecz pod wodzą nowego trenera. Teraz czas dostarczyć ich więcej i wykonać cel jakim jest awans do ekstraklasy.

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz