Widzew postraszył lidera. Był blisko wygranej

Widzew zremisował z Termalicą Fot. widzew.com

Reklama
Czas 2 min czytania

Okazało się, że Widzew jest w stanie dobrze grać w piłkę. Zremisował z Termalicą Nieciecza, pewniakiem do awansu, będąc bliżej wygranej.
Mecz zaczął się od uczczenia pamięci Andrzeja Możejki, zmarłego 1 maja piłkarza wielkiego Widzewa. Jego następcy zaczęli bardzo agresywnie, starając się przejąć piłkę na połowie rywali. Efektem była kontra, po której już w 2. minucie Jakub Wrąbel ratował zespół przed stratą gola.
Obecność kibiców na trybunach zmobilizowała widzewiaków, bo grali bardzo agresywnie. Po kilku minutach wracający do jedenastki Filip Becht zarobił żółtą kartkę.
Na boisku dużo się działo, wiele było walki, ale i dobrych szans. Widzew wykorzystał pierwszą. Po wrzutce z rzutu wolnego strzelał Michael Ameyaw, piłka odbiła się od jednego z obrońców i spadła przed Markiem Hanouskiem, który kopnął do siatki. Sędzia boczny pokazał, że Czech był na spalonym, jednak po konsultacji z głównym uznał gola.
Termalica stwarzała zagrożenie po rzutach wolnych i rożnych, a blisko wyrównania był Piotr Wlazło, który główkował obok słupka. Kilka minut później Widzew, a właściwie Paweł Tomczyk, wyprowadził szybką kontrę. Przebiegł z piłką sprzed pole karnego na połowę gości, gdzie został przewrócony przez Wasielewskiego. Szkoda, bo przed nim był tylko jeden rywal, a obok Ameyaw.
Od początku było wiele kontrowersji. Tylko w ciągu pierweszych 30 minut Termalica domagała się – chyba słusznie – dwóch rzutów karnych za zagranie ręką łodzian, zaś po drugiej stronie taka sytuacja była jedna. Lider 1. ligi był groźniejszy, jednak Widzew podjął walkę.
W 38. min Hanousek popisał się bardzo mocnym strzałem z ok. 20 m, ale bramkarz wybił – z trudem- piłkę, podobnie jak po główce Ameyawa. Gdyby piłkarze Wiidzewa grali z takim zaangażowaniem w poprzednich meczach, mieliby wciąż realne szanse na awans.
Druga połowa też zaczęła się nieźle dla Widzewa, który często był po d polem karnym Termalicy. Gola stracił jednak po kontrze. Patryk Stępiński pozwolił dośrodkować, a Becht nie zdążył za Adamem Radwańskim, który z bliska pokonał Wrąbla. W kolejnym pojedynku bramkarza Widzewa z byłym widzewiakiem górą był ten pierwszy, wybijając piłkę po strzale zza pola karnego.
Im dłużej trwała gra, tym więcej wśród gospodarzy było słabych punktów. Dominik Kun dużo biegał, lecz efektów z tego nie było. Problemy mieli boczni obrońcy. Widać było, że Termalica jest lepszą drużyną.
Widzew po szoku spowodowanym stratą gola po 70. minucie zaczął się odgryzać. Okazje mieli Hanousek (strzelił w bramkarza) i Tomczyk (nie trafił w piłkę). Najlepszą szansę miał w 82. minucie Marcin Robak, który dostał kapitalne prostopadłe podanie od Hanouska i znalazł się sam na sam z bramkarzem. Strzelił jednak za lekko.
Mecz zakończył się remisem, ze wskazaniem na Widzew, który pokazał, że potrafi być groźny. Szkoda, że tak późno…
Widzew Łódź – Termalica Bruk-Bet Nieciecza 1:1 (1:0)
1:0 – Hanousek 12.
1:1 – Radwański 58.
Widzew: Wrąbel – Stepiński (80. Kosakiewicz), Nowak, Tanżyna, Becht Ż (90. Czubak) – Kun (70. Samiec-Talar), Hanousek, Mucha, Ameyaw – Michalski – Tomczyk (80. Robak)
Termalika: Loska – Wasielewski Ż (46. Grzybek), Biedrzycki Ż, Wlazło, Grabowski – Bezpalec, Hubinek, Radwański, Bonecki (46. Stefanik) – Śpiewak (46. Zeman), Gergel

Żółte kartki: Becht, Stępiński, Tanżyna – Biedrzycki, Wasielewski, Bezpalec, Grzybek

Piłka nożna

Widzew Łódź

Dodaj komentarz