Reklama
Reklama
Reklama

Wyszarpali to! Osłabiony ŁKS pokonuje Arkę

Czas 3 min czytania
Wyszarpali to! Osłabiony ŁKS pokonuje Arkę

fot. Marian Zubrzycki

Reklama

Mierzyli się ze świetnie dysponowanym rywalem, przez ostatnie 20 minut grali w dziesiątkę, nie wykorzystali rzutu karnego, a i tak dowieźli zwycięstwo do ostatniego gwizdka. ŁKS lepszy od Arki Gdynia!

Reklama

W pierwszych minutach meczu lepiej prezentowała się Arka. Goście częściej mieli piłkę przy nodze, utrzymywali się z nią na połowie ŁKS-u i wydawało się, że mają kontrolę nad przebiegiem spotkania. W trzeciej minucie Koprowski świetnym wślizgiem przerwał szarżę jednego z gdynian na bramkę Kozioła. W 15. i 20. minucie groźnych strzałów głową próbował Artur Siemaszko. Za pierwszym razem nie trafił jednak w bramkę, a za drugim uderzył wprost w golkipera biało-czerwono-białych.

ŁKS się przebudził

Ełkaesiacy z początku wyglądali na nieco oszołomionych i zaskoczonych intensywnością, z jaką grała ekipa Dariusza Marca. Kilkukrotnie sprawnie rozegrali dynamiczne kombinacje na jeden kontakt, jednak pod polem karnym rywali pozostawali bezradni. W okolicach 20. minuty wreszcie zaczęli grać z większą swobodą, a obraz meczu stał się bardziej wyrównany.

Reklama

Dość długo lepsza gra ŁKS-u nie przekładała się na klarowne sytuacje bramkowe. Wszystko zmieniła sytuacja z 35. minuty, kiedy to pokazali się piłkarze, którzy… rozpoczynali sezon w trzecioligowych rezerwach. Rozgrywający świetne zawody Oskar Koprowski dograł do Macieja Radaszkiewicza, a ten świetnie przyjął piłkę, zastawił się, podprowadził ją w okolice linii 16. metra i uderzył z półobrotu, pokonując bramkarza. Z radości napastnik ŁKS-u odtańczył sambę, a kibice „Rycerzy Wiosny” unieśli ręce w geście triumfu – ŁKS – Arka 1:0!

W 40. minucie mogło być lepiej. Arbiter odgwizdał rzut wolny po faulu Martina Dobrotki w okolicach linii pola karnego, ale po analizie VAR zmienił zdanie, uznając, że przewinienie miało miejsce w „szesnastce”. Do piłki podszedł Antonio Dominguez, jednak tym razem nieznacznie się pomylił, trafiając w słupek. Co warte podkreślenia, pomimo tej niewykorzystanej sytuacji ełkaesiacy wciąż grali z impetem i przekonaniem, w niczym nie przypominając niepewnej, pozbawionej wyrazu w ofensywie drużyny z początkowej fazy spotkania.

Dobry początek po przerwie

Po przerwie Kibu Vicuña wprowadził na boisko Ricardinha. Brazylijczyk nie grał tym razem jako „dziewiątka”, lecz ustawił się na lewym skrzydle. ŁKS dobrze wszedł w drugą połowę, w pierwszych minutach po wznowieniu gry zachowywał wciąż energię, dynamikę i koncentrację, jaką prezentował przed przerwą.

Reklama

Po tym solidnym początku w grę biało-czerwono-białych wkradło się jednak rozluźnienie – zostawiali rywalom za dużo miejsca, nie trzymali odpowiednich odległości między formacjami. Arka wykorzystywała tę wolną przestrzeń i przeprowadziła kilka szybkich kontr. Pierwszą przerwała w kluczowym momencie ofiarna interwencja defensorów ŁKS-u, druga nie przyniosła wymiernych efektów, ale kolejna mogła już skończyć się dla łodzian bardzo źle. Maciej Rosołek wbiegając w pole karne walczył o pozycję z Maciejem Dąbrowskim i padł na ziemię. Sędzia Jarzębak postanowił obejrzeć tę sytuację ponownie z wykorzystaniem VAR-u. Nie dowiedzieliśmy się jednak, jak arbiter zinterpretowałby zagranie Dąbrowskiego, ponieważ na wcześniejszym etapie akcji dopatrzył się spalonego. Kibice ŁKS-u mogli odetchnąć z ulgą.

W 73. minucie publiczność nagrodziła oklaskami Ricardinha, gdy przyjął piłkę w okolicach narożnika pola karnego i oddał strzał z prawej nogi, tuż nad bramką.

Dersperacka defensywa ŁKS-u

Od 74. minuty ŁKS musiał grać w dziesiątkę. Sędzia pokazał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę Maciejowi Dąbrowskiemu. Szkoda zwłaszcza sytuacji, w której Dąbrowski obejrzał pierwszy żółty kartonik – faulował wtedy bowiem nie w obronie, a przy… wyprowadzaniu piłki. Vicuña zareagował na tę sytuację, wprowadzając Nacho Monsalve. Hiszpański stoper zastąpił Domingueza i stworzył duet stoperów z Koprowskim.

Reklama

Przez pierwsze minuty gry w osłabieniu ŁKS utrzymywał grę z dala od własnego pola karnego. Pierwszą naprawdę groźną sytuację Arki po zmianie układu sił na boisku zobaczyliśmy dopiero w 81. minucie. Po zamieszaniu w polu karnym piłka trafiła do ustawionego kilkanaście metrów od bramki Mateusza Stępnia. Młodzieżowiec żółto-niebieskich miał świetną okazję do strzelenia wyrównującego gola, jednak trafił w poprzeczkę. W 86. minucie boisko opuścił Radaszkiewicz, oklaskiwany przez kibiców ŁKS-u na stojąco.

Końcowe minuty były wyjątkowo nerwowe. Gra toczyła się już głównie na połowie ŁKS-u. Arka próbowała wrzutek, próbowała strzałów z dystansu, próbowała gry krótkimi podaniami, ale nie potrafiła znaleźć drogi do bramki Kozioła. W polu karnym biało-czerwono-białych kilkukrotnie robiło się gorąco, ale ostatecznie biało-czerwono-biali wyszli z tej próby nerwów zwycięsko i przystąpią do derbów Łodzi po zwycięstwie nad mocnym rywalem.

ŁKS – Arka Gdynia 1:0

Reklama

1:0 – Radaszkiewicz 35.

ŁKS: Kozioł- Bąkowicz (86. Kelechukwu), Dąbrowski, Koprowski, Klimczak – Rozwandowicz, Dominguez, Rygaard (70. Tosik), Pirulo, Wolski (46. Ricardinho) – Radaszkiewicz (86. Szeliga)

Arka: Kajzer – Kasperkiewicz,, Marcjanik, Dobrotka – Kobacki, Milewski, Bednarski (63. Vinicius), Adamczyk, Hiszpański (74. Stępień) – Siemaszko (63. Czubak), Rosołek

Reklama

Żółte kartki: Dąbrowski, Pirulo, Kozioł, Monsalve – Milewski, Bednarski, Czubak.
Czerwona kartka: Dąbrowski (za drugą żółtą).

Piłka nożna

Arka GdyniaŁKS Łódź

Dodaj komentarz

Reklama