„Chcemy po derbach powiedzieć – ŁKS rządzi w Łodzi”

Reklama


Czas 5 min czytania

Magdalena Saad i Oliwia Laszczyk są wychowankami ŁKS-u. Choć dzieli je różnica pokolenia, to grają razem w drużynie mającej szansę na mistrzostwo Polski. 

Obie uczyłyście się grać w siatkówkę w ŁKS-ie. Jakie były wasze początki?

Magdalena Saad: To były najlepsze siatkarskie czasy. Wtedy nie liczyły się pieniądze, które później zdominowały cele pojedynczych zawodniczek. Ważna była możliwość gry w siatkówkę na wysokim poziomie. W szatni czuć było, że wszystkie żyjemy jak jedna rodzina – na boisku i poza nim. Bardzo mi się to podobało. To była jedna z rzeczy, przez którą trenowałam z wielką przyjemnością. ŁKS to był wtedy zespół, który wychował wiele siatkarek, między innymi Agatę Sawicką, z którą grałam za czasów kadetek i juniorek. Na treningi przyjął mnie trener Skupień. Do dziś jest mi niezmiernie miło jak po jakimś udanym meczu, coś do mnie napisze. Podchodzę do tamtych czasów z wielkim sentymentem .

Reklama

Oliwia Laszczyk: Ja przeszłam do pierwszej drużyny za czasów trenera Marka Solarewicza. ŁKS Commercecon gra na bardzo wysokim poziomie. Nie spodziewałam się, tego skoku jakościowego jaki będę musiała wykonać po przejściu z juniorek. Dla mnie nadal to jest zabawa. Nie przejmuję się kwestiami finansowymi. Bardzo mi się tu podoba, zyskuję co raz więcej doświadczenia i mam nadzieję, że dalej będę mogła się tutaj kształcić.

Magdalena Saad: Zaczynałam jako młodziczka, później dwa lata w kadetkach i dwa w juniorkach. Jako juniorka młodsza zaczęłam grać w zespole seniorskim. To były z jednej strony ciężkie czasy, trudno było pogodzić naukę, życie prywatne i treningi, z drugiej strony jak się chciało, miało samozaparcie to się udawało. Miało to swój urok. To było wspaniałe pięć lat. Do dziś podtrzymuję znajomości z tamtego okresu. Mogę nawet powiedzieć, że te relacje są dużo bardziej zażyłe, niż te z późniejszych okresów kariery.

Oliwia Laszczyk: Ja jestem w ŁKS sześć lat. Najpierw spędziłam dwa lata w SMS, to były początki. Później przeszłam pod opiekę trenera Krzysztofa Świty w ŁKS-ie.

Reklama

Przejdźmy do spraw bieżących. Motywujecie się bardziej na derby z Budowlanymi, czy macie gdzieś z tyłu głowy, że zaraz trzeba pokazać się z dobrej strony w lidze mistrzyń i na tym skupiacie swoją uwagę?

Magdalena Saad: To są dwa różne wydarzenia. Będąc profesjonalną zawodniczką dla mnie nie ma jeszcze Ligi Mistrzyń. Wiem, że to są te fajne międzynarodowe mecze. Mimo to myślę, że powiem w imieniu wszystkich dziewczyn, że najważniejsze spotkanie jest w sobotę z Budowlanymi. Gdybyśmy rozmawiali tydzień temu, powiedziałabym, że najważniejszy był w niedzielę z Volleyem Wrocław. Wiadomo, waga meczu ze względu na to, że to są derby, jest zdecydowanie wyższa. W tej chwili nikt nie myśli o lidze mistrzyń, skupiamy się na Budowlanych. Fakt, że są to dziewczyny z Łodzi podnosi tylko rangę meczu. Chcemy się zrewanżować. Obie jesteśmy wychowankami, mamy w sercu ŁKS. Dla nas ten mecz nie jest liczony tylko w punktach, bo jesteśmy sąsiadkami z tabeli. Nie ma takiej skali, w której można policzyć, ile będzie dla nas ważyć zwycięstwo. Chcemy po derbach powiedzieć: „ŁKS rządzi w Łodzi”.

Zacznijmy teraz od ciebie Oliwia. Przetrwałaś w seniorskiej drużynie już trzech trenerów. Z którym pracowało ci się najlepiej, a z którym najgorzej?

Oliwia Laszczyk: Najlepiej z obecnym trenerem Michałem Maskiem. Dogaduję się z nim, zawsze możemy porozmawiać. Pozostałych dwóch: trener Cuccarini i trener Solarewicz też byli dobrymi fachowcami. Nie umiem określić, z którym pracowało się lepiej, z którym gorzej.

Magdalena Saad: Za czasów juniorskich trener Skupień był genialny. Innego nie miałam, prowadził mnie przez pięć lat. Jeżeli chodzi o powrót, trafiłam na moment, w którym organizacja w ŁKS stoi na bardzo wysokim poziomie. Nie powiem złego słowa o trenerze Cuccarinim. Jest jednym z najlepszych trenerów, z którymi pracowałam. Nie był to nasz pierwszy raz. Trenował mnie w Azerbejdżanie. Teraz prowadzi nas trener Masek i pracuje mi się z nim równie dobrze, jeśli nie lepiej. Czuję się trochę pewniejsza w rzemiośle. Pracuję z nim pierwszy raz, ale jego metody do mnie trafiają.

Wielu kibiców uważało, że przychodzisz jako druga libero, za Annę Korabiec. Okazuje się, że jesteś w ścisłej czołówce ligi. Skąd taki wybuch formy?

Magdalena Saad: Myślę, że nie przychodziłam tutaj jako ta druga libero. Wróciłam, żeby wzmocnić przyjęcie. Kto będzie grał, to sprawa otwarta. Krysia Strasz to świetnie broniąca dziewczyna. Na tej pozycji jesteśmy równe. Dla wielu przyszłam jako druga i cieszę się, że pokazałam, że mogę grać na równi z Krysią. Możemy się spokojnie wymieniać, uzupełniać na boisku. Ze strony klubu to był fajny krok, bo ma nas obie. Różne rzeczy się w życiu zdarzają, ale możemy liczyć na swoje wsparcie. Krysia ma moje teraz podczas kontuzji, jak byłam chora, wiedziałam, że nie zostawiam zespołu, bo jest świetną libero.

Oliwia weszłaś do  mocnej drużyny i grasz bez kompleksów. Można o tobie powiedzieć, że jesteś „złotym dzieckiem” ŁKS-u?

Oliwia Laszczyk: Wydaje mi się, że tak. Zawsze chcę pokazać co potrafię. W ostatnim meczu jak weszłam pod koniec na zagrywkę to dwie pierwsze wykonałam spokojnie. Przy trzeciej, zobaczyłam na wynik (brakowało dwóch punktów do wygranej) ręce trochę się zatrzęsły. Bardzo doceniam to jak mogę wejść, pomóc na boisku dziewczynom. Mam nadzieję, że będę dostawała co raz więcej szans.

Magda, razem z Krystyną Strasz i Katarzyną Zaroślińską-Król jesteście najbardziej doświadczonymi zawodniczkami w ŁKS Commercecon. Młode siatkarki mają się od kogo uczyć.

Magdalena Saad: Nie porównujmy mnie do Kasi, bo ona ma znacznie więcej medali ode mnie. Moim największym sukcesem jest, że w wieku 35 lat dalej gram i mnie chcą w drużynie. Liczę, że w tym roku zdobędę najważniejszy medal w karierze – ten z ŁKS-em. Uważam, że w każdym zespole powinny być starsze zawodniczki. Stara siatkarska szkoła, w której trzeba było dawać z siebie wszystko, to dobry przykład dla młodzieży, która nie zawsze ma nad sobą takich trenerów, którzy od niej tego wymagają. Nie chcę nikogo obrazić, ale dużo młodych teraz odpuszcza, źle podchodzi do siatkówki – za mało wierzą w siebie. My uczyłyśmy się, że „jak nie my, to kto?”, twarda ręka nad sobą, dużo krzyku. Często trenerzy traktowali nas okrutnie. Jesteśmy przyzwyczajone, więc niełatwo nas stłamsić. Mamy w sobie dużo pozytywnego myślenia, którym chcemy zarazić młodzież. Klub powinien posiadać takie zawodniczki jak my. Od młodzieży bierzemy energię, fajne pomysły, świeże spojrzenie. To jest odpowiednia zaprawa, pod budowanie czegoś dużego. Mamy też dużo dziewczyn, które są przed trzydziestką. Mnie się taki skład podoba. Może jeszcze jedna juniorka by się przydała…

Oliwia widzisz jakąś czwartą, która mogłaby do was dołączyć?

Oliwia Laszczyk: Dla dziewczyn, z którymi gram w lidze juniorskiej, mogłoby być trochę za wcześnie. Większość z nich jest gotowa technicznie, lecz nie wiem jak poradziłyby sobie psychicznie.

Z której zawodniczki z obecnego składu, czerpiesz najwięcej inspiracji?

Oliwia Laszczyk: Z Magdy. To jak ona gra, jak się rusza. Nie raz z Wiktorią Lach dziwiłyśmy się jak to możliwe, że jest tyle starsza od nas, a porusza się szybciej. Zawsze mi pomaga, wspiera mnie.

Nie boicie się, że w takim natłoku meczów – Tauron Liga, Liga Mistrzyń, Puchar Polski, gdzieś trzeba będzie odpuścić?

Magdalena Saad: To są decyzje trenera, my mamy tylko wykonywać jego instrukcje najrzetelniej jak potrafimy. Naszym zadaniem jest zrealizować jego plan, taktykę i przygotowywać się na każdym treningu. Takie dywagacje nie powinny mieć miejsca w zawodowym sporcie.

Rozmawiałem z trenerem przed pierwszym meczem w tym roku i bał się że okres przygotowawczy jaki wam zrobił może być zbyt ciężki. Te pierwsze mecze miały wyglądać słabo, a okazuje się, że oprócz jednego potknięcia wszystko wygrywacie, a drużyna wygląda tylko lepiej. Rzeczywiście było tak ciężko?

Magdalena Saad: Lekko nie było. Wiedziałyśmy, że skoro mamy trochę czasu do startu ligi to trzeba trenować. Potem trzeba było to przełożyć na mecze. Fakt, że większość wyników jest korzystna, ale ta gra mogłaby być jeszcze lepsza. Jednak wolę wygrywać brzydko, niż pięknie przegrywać.

Ile dla was znaczy ŁKS?

Magdalena Saad: To był klub, który dał mi szansę na grę. Nie było łatwo. Byłam mała, chuda, w siatkówce nie było wtedy pozycji libero. Od czasów juniorskich ŁKS był dla mnie jak rodzina. Mam masę przygód, wspomnień. To był dzikie czasy, na mecze jeździłyśmy pociągami. Mimo to czułam się wspaniale. Moim marzeniem było zakończyć karierę w swoim klubie.

Oliwia Laszczyk: ŁKS otworzył mi nową drogę, pokazał inną siatkówkę. Przygotowuje mnie do grania. Dzięki niemu dążę do celu. Dał mi szansę grać, pokazać się światu. Poznałam wiele nowych rzeczy. To jest mój klub. Nauczył mnie podstaw, a teraz kształtuje mnie na profesjonalną siatkarkę.

Na trybunach nie ma kibiców, więc same się dopingujecie. Kto wymyślił piosenki?

Oliwia Laszczyk: Kilka przyniosłyśmy my z juniorek.

Magdalena Saad: Jesteśmy jednym klubem, kiedyś kibice śpiewali nam, teraz my śpiewamy sobie

Mecz Grot Budowlani – ŁKS Commercecon zostanie rozegrany w sobotę o godz. 15

Fot. ŁKS Commercecon Łódź

Reklama

Siatkówka

ŁKS Commercecon ŁódźMagdalena Saadoliwia laszczyk

Dodaj komentarz