Derby Łodzi: Tiki-taka czy szybka kontra

fot. Piotr Kucza (FotoPyk)

Reklama
Czas 2 min czytania

Derby. W tym roku nietypowe, okrojone z atrybutów. Bez kibiców, bez oprawy, bez śpiewów, rac, wyzwisk. Za to z pogłosem każdego kopnięcia, echem, przekleństwami piłkarzy i głośnymi podpowiedziami z ławki rezerwowych. Otoczka godna sparingu a nie najważniejszego wydarzenia sportowego w mieście. Ale czy bez emocji? Emocje przeniosą się zapewne przed ekrany telewizorów, derby kibiców w kapciach, jeszcze niedawno takie określenie wywołałoby mnóstwo kontrowersji, dziś jest odzwierciedleniem smutnej rzeczywistości. Pandemia zrobiła z nas wszystkich kibiców w kapciach. Zrównała fanatyków, bojówkarzy, ultrasów itp. z kibicami w kapciach. Zrobiła z nas wszystkich tak zwanych „januszy” futbolu. Ten smutny fakt mogą umilić tylko piłkarze swoją dobrą grą, stworzeniem kapitalnego widowiska.

Czeka nas pojedynek dwóch filozofii trenerskich, tiki- taki trenera Stawowego i szybkiej kontry trenera Dobiego. Która myśl lepsza? Historia pokazuje, że jedną i drugą taktyką można osiągać sukcesy. Guardiola tiki-taką, Mourinho autobusem w szesnastce potrafili wygrywać Ligę Mistrzów. Obydwie strategie posiadają też wady, co pokazują mecze łódzkich drużyn.

ŁKS zmuszany przez trenera do rozpoczynania gry od bramkarza krótkimi podaniami już w polu karnym, jako koszmar wspomina błędy i stracone gole, będące skutkiem kombinacyjnej gry tuż przed szesnastką.

Reklama

Z kolei Widzew nastawiony na kontry, ma za każdym razem problem, gdy w początkowej fazie meczu straci gola i musi odrabiać straty właśnie atakiem pozycyjnym, którym nie umie grać.

Tyle teoria. Praktyka pokazuje, że i ŁKS potrafił wiele spotkań rozgrywać bez popełniania błędów w okolicy szesnastki i Widzew potrafił odrabiać straty grając nawet w dziesięciu.

Taktyka nie zapewnia punktów, sposób gry ma umożliwić zawodnikom wyeksponowania swoich dobrych stron, najlepszych umiejętności. Jeżeli ich nie ma, żadne cudowne pomysły taktyczne nie pomogą. Wtedy liczy się przygotowanie fizyczne i podejście mentalne do meczu. Wygra ten, kto wybiega więcej kilometrów i będzie bardziej agresywny.

Reklama

Jesienne derby pokazały wyższą jakość piłkarską ŁKSu i niemoc fizyczną Widzewa. Wiosenna dyspozycja obydwu drużyn pozwala oczekiwać bardziej wyrównanego pojedynku i odpowiedzi na pytanie, która z taktyk, ŁKSu czy Widzewa, lepiej eksponuje możliwości indywidualne piłkarzy.

Wspomniałem wyżej, że tegoroczne derby będą derbami telewizyjnymi, więc nie mogę się powstrzymać od przytoczenia fragmentu felietonu, który popełniłem kilka lat temu.


Rok w rok derby nieodparcie kojarzą mi się z trylogią Sylwestra Chęcińskiego. Czyż kwestie filmowe nie obrazują doskonale istoty sportowego sporu?

Tekst dotyczący przynależności klubowej: – Wszystko, co po tamtej stronie płota to twój wróg.

Komentarz po udanej akcji przeciwników w czasie meczu: – A kto jemu pozwolił na nasze niebo wlatywać, a?

Prowokujące piosenki dotyczące przeciwnika: – Kargul, podejdź no do płota, tak jak i ja podchodzę.

Po karnym odgwizdanym przez sędziego przeciwko ukochanej drużynie: – Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie!

Oto co usłyszy piłkarz po przywdzianiu barw klubowych lokalnego rywala: – Miedza to święta rzecz i naucz się tego, bo inaczej znów cię kosą nauczę.

Nasze łódzkie Pawlaki i Kargule toczą dalej swą odwieczną wojnę, pewnie nieprędko to się zmieni, bo choć filmy Chęcińskiego to komedie, mecze derbowe częściej mieszczą się w kategorii dramatów, czasem thrillerów, niektóre to chały, ale wielu należałyby się nominacje do Oskara.

Piłka nożnaPublicystyka

derby Łodzipiłka nożnaTomasz Łapiński

Dodaj komentarz