Idziemy na zakupy do oficjalnych sklepów ŁKS-u i Widzewa

Reklama
Czas 7 min czytania

„Łódzki sport” ruszył na zakupy. Mamy trochę kasy i chcemy poszaleć w oficjalnych sklepach ŁKS-u i Widzewa. Czy jest tam co kupić?

Zbliża się Wielkanoc. To nie Boże Narodzenie żeby kupować sobie prezenty, ale na „zajączka” też przecież można. My dostaliśmy parę złotych od dziadków i możemy sobie kupić, co tylko chcemy. Biletu na mecz się nie da, bo stadiony pozamykane, na żaden koncert też się pojedzie, przepić tego w pubie też się nie da. Poszalejemy więc w oficjalnych sklepach łódzkich klubów.

Takich jak my jest pewnie sporo, to pewnie znajdziemy tam sporo super rzeczy. Na pewno ŁKS i Widzew przygotowały też jakieś świąteczne promocje. Czekoladowe zajączki widzieliśmy w marketach już w styczniu, więc na pewno nie jest jeszcze za wcześnie. Święta za półtora tygodnia. To zaraz.

Reklama

Oczywiście nie ma mowy o zakupach w sklepach stacjonarnych – pandemia – więc odpalamy laptopy i smartfony i sprawdzamy, na co możemy wydać naszą kasę.

W ŁKS koszulki i stary kalendarz z prezesem

Zaczynamy od ŁKS-u. Zakładkę „sklep” na oficjalnej stronie klubu z al. Unii odnajdujemy bardzo szybko (na smartfonie to trudniejsze – błąd). Klikamy i po chwili jesteśmy na stronie r-gol.pl. Jakoś się musieli dogadać, ale nam to w ogóle nie przeszkadza. Szybko odnajdujemy informację, że to oficjalny sklep ŁKS-u, więc jesteśmy pewni, że pieniądze, które wydamy w tym sklepie, nie pójdą na adwokata dla jakiegoś kibola, albo racę hukową.

Każdy kibic marzy o koszulce, w jakiej grają piłkarze jego ukochanej drużyny. My też taką chcemy. „Prezentujemy coś wyjątkowego dla wszystkich fanów ŁKS – replikę oficjalnej meczowej koszulki, w której zawodnicy rozgrywają swoje domowe spotkania. Użyto w niej najnowszych technologii dzięki czemu oferuje bardzo wysoki komfort użytkowania. W trosce o środowisko koszulka wyprodukowana została w 100 % z poliestru pozyskanego z recyklingu. Na bluzie nie mogło również zabraknąć 3 pasków – kultowego symbolu marki. Ta bardzo efektowna i wygodna koszulka będzie doskonałą propozycją dla wszystkich fanów Łódzkiego klubu sportowego” – zachęca opis. Jedyne co byśmy poprawili, to nazwę klubu. Łódzki Klub Sportowy – wszystko z wielkich liter.

Reklama

Ale jesteśmy tutaj w innej sprawie. Ełkaesiaków ubiera adidas. Na zdjęciu widzimy Maksymiliana Rozwandowicza w pięknej białej koszulce z czerwonym pasem. Uwielbiamy ją, wygląda naprawdę świetnie. Koszt? 250 zł. Niby drogo, ale takie koszulki tyle kosztują. Zdarzą się czasem tańsze, ale są też i dużo droższe. To nie jest zakup na jeden mecz, ale na cały sezon. A jak komuś nie przeszkadza, że w kolejnych rozgrywkach modele strojów zwykle się zmieniają, to może w niej chodzić i 10 lat.

Rozmiary? Od S do XXL. Wygląda na to, że wszystkie są dostępne. Klasa. Gorzej z modelem wyjazdowym, bo dostępna jest tylko „eska”. Czarne koszulki też są fajne, więc dobrze by było dorzucić i większe.

Za dodatkowe 15 zł można sobie jeszcze naprasować numer, a za kolejne 15 nazwisko, maksymalnie 25 znaków, więc w grę wchodzi nawet Brzęczyszczykiewicz.

Jeśli komuś mało, to do wyboru są jeszcze cztery inne koszulki, m.in. dwie dla dzieci za 180 zł każda. Do wyboru są rozmiary 116, 128, 140 i 152. Są też dwie dla dorosłych za 215 zł. Brakuje rozmiaru XL i większych. Ale uwaga, do kupienia są jeszcze dwie inne koszulki, też adidasa za 115.99. Pełna rozmiarówka czeka.

Za 25 zł można też kupić „rodowite” skarpety, w tym jedne świąteczne! Ale bożonarodzeniowe.

Są tez gadżety na czasie, czyli maseczki za 20 zł i są naprawdę ładne. Do tego polówki (165,99), niestety tylko jeden szalik (29.99) i dres treningowy, za który trzeba zapłacić ponad 450 zł. Tyle nam dziadkowie nie dali. Adidas to jednak adidas, ceni się.

W sklepie ŁKS-u możemy też kupić wpinki i odznaki (25-26), ozdobne pudełko z drewna (100), pocztówkę 3D (30), perfumy damskie i męskie (99), kubek (25), zestaw kawowy (od 129 do 139), gumową opaskę (10) i smyczki (15,99).

Zdecydowanie zabrakło nam w sklepie czapek, plakatu drużyn i jakichś promocji. Nie kupimy też puzzli za 155 zł i gry planszowej za – bagatela – 299 zł! Zwyczajnie nas nie stać. I nie kupimy też kalendarza na 2020 rok, chociaż uśmiecha się z niego prezes Tomasz Salski, którego bardzo lubimy. Już chociaż mogli przecenić.

Podsumowując – oferta sklepu ŁKS-u nie jest bardzo bogata, ale kilka stów jest na co wydać. Na duży plus koszulki, takie jak u piłkarzy, w pełnej rozmiarówce.

W Widzewie towar „chwilowo niedostępny”

Bardzo dużo obiecywaliśmy sobie po wizycie w internetowym sklepie Widzewa. Klub podszedł przecież do sprawy bardzo poważnie i zatrudnił niedawno wiceprezesa odpowiedzialnego m.in. za sklep, a także osobnego kierownika tej placówki. Pełen profesjonalizm. To się obkupimy!

Sklep Widzewa

Znaleźć zakładkę „sklep” jest na oficjalnej stronie bardzo łatwo (trudniej na smarfonie – błąd). Wchodzimy. Oczywiście od razu kierujemy się na stoisko z meczowymi koszulkami do czego zachęca baner z Konradem Reszką, Marcinem Robakiem i Danielem Tanżyną. Wybralibyśmy, oprócz kapitana, innych piłkarzy do takiej promocji, ale ok. Oczywiście marzy nam się czerwona koszulka, najbardziej reprezentacyjna. Cena to 169 zł i jest to cena bardzo dobra. Można dołożyć 15 zł za numer i 15 zł za nazwisko, jeśli ktoś chce. Zdziwiła nas jednak informacja, że na personalizację czeka się do 10 dni roboczych! Mamy czekać dwa tygodnie na numer na plecach? Gdzie oni to robią? Na drugim końcu Polski?

„Nowy trykot przygotowany został we współpracy z włoską firmą Kappa. Koszulka łączy elegancki szyk z nawiązaniem do stylu retro, które uzupełniają jednolite, złote detale. Jakość produktu zapewnia zawodnikom wysoki komfort w trakcie rywalizacji na boisku, a kibicom podczas przeżywania sportowych widowisk w Sercu Łodzi. Najważniejszym punktem jest żakardowy herb z okazji 110-lecia Widzewa Łódź. Cała kompozycja sprawia, że koszulka Widzewa Łódź na rundę jesienną sezonu 2020/21 będzie świetną pamiątką roku jubileuszowego”. Podoba nam się, cena jest świetna – bierzemy.

Sklep Widzewa

Jednak nie bierzemy. Jest tylko rozmiar S, a my nie należymy do kurdupli. Interesują nas „elki” i „xelki”. Tych nie ma.

„Chwilowo niedostępne” prześladuje nas od dawna. To samo było za czasów innych wiceprezesów i kierowników. Już na „gwiazdkę” dostaliśmy od dziadków kasę i wtedy też widzieliśmy ten komunikat. Koszulek nie było, więc kupiliśmy poduszkę z Danielem Mąką, a resztę wydaliśmy na piwo.

To może żółtą koszulkę zamiast czerwonej? Niestety są tylko w rozmiarach S i M. Niebieska dla bramkarza – tylko S. Czarna dla bramkarza – S i L. Może w „elkę” udałoby się wcisnąć, ale nie przyszliśmy tutaj, by kupić koszulkę Reszki, czyli trzeciego bramkarza. Jest jeszcze M w kolorze białym. To też nie dla nas.

Meczowe koszulki, to wizytówka oficjalnego sklepu klubu. To towar nr 1 w nim. W sklepie Widzewa to nie jest towar „chwilowo niedostępny”, ale towar „permanentnie niedostępny”. Jeśli ktoś chce, może sobie za to kupić czarne spodenki za 69 zł. Są we wszystkich rozmiarach. My podziękujemy.

Na innym stoisku Kappy można też kupić m.in. bluzy, polówki, spodnie, bezrękawnik, kurtki, ortalion i koszulkę retro (349 zł). Wszystko wygląda naprawdę bardzo ładnie, stylowo, z klasą i po widzewski. W większości przypadków nie ma jednak rozmiarów XL (wielu zresztą brakuje) i też nie są to produkty „chwilowo niedostępny”, bo od dawna nie możemy ich upolować. Do tego, jedynym produktem firmy Kappa dla dzieci jest bluza za 119 zł w ledwie trzech rozmiarach. O koszulkach meczowych dla dzieci nie ma mowy. To wielki błąd, bo to dzieci przede wszystkim marzą o tym, by być jak Robak, Kita czy Ameyaw.

Sklep Widzewa

W innych sekcjach jest zdecydowanie lepiej. Towaru jest zdecydowanie więcej, niż w sklepie ŁKS-u. Sporo jest t-shirtów, bluz, czapek. Pięknie wyglądają choćby czerwone i granatowe bluzy retro za 189 zł (są też wcale nie brzydsze za 99 zł dla karnetowiczów), a także repliki historycznych pinów za 150 zł.

Podobała nam się też sekcja „Serce Łodzi”, czyli stadionu Widzewa, który jest już symbolem klubu. Są m.in. koszulki (59 zł), breloczki (8) i szalik (35). Z ciekawością zajrzeliśmy też do działu „Wyprzedaż dla karnetowiczów”, ale niewiele tam znaleźliśmy ciekawego. To głównie koszulki firmy Joma, która ubierała piłkarzy Widzewa przed Kappą. Wygląda to na pozbywanie się towaru pod przykrywką okazji.

Podsumowując – z koszulkami meczowymi sprawa wygląda fatalnie i trwa to od dawna. Ubrań dla dzieci naliczyliśmy dziesięć. Sporo jest akcesoriów, m.in. piórniki (20 zł), worki (35), książki i plakaty (od 30 zł), spinki do mankietów (160), portfel (89), szklanka do whisky (17) i kubek (15). Jeśli chce się komuś zrobić prezent, to na pewno można coś fajnego wybrać. 

W derbach remis

Gdybyśmy mieli rozstrzygnąć, który sklep jest lepszy, to chyba – tak jak na boisku – padłby remis. Widzew ma więcej do zaoferowania, ale „permanentnie niedostępne” koszulki w sklepie online to samobój. Szukaliśmy ich w innych sklepach internetowych i nigdzie nie możemy ich znaleźć. Zaczynamy się zastanawiać, czy one w ogóle istnieją.

Z kolei ŁKS ma zdecydowanie mniej towaru, ale koszulki meczowe są do kupienia od ręki.

W obu przypadkach czekamy też na dedykowane stroje dla naszych drużyn, tylko dla nich, bo w modelu, w jakim grają ełkaesiacy, widzieliśmy też już m.in. Legię Warszawa (oczywiście w innych barwach). Widzewiacy również zakładają stare modele Kappy. Obie koszulki nam się podobają, ale oba kluby zasługują na coś oryginalnego tylko dla nich. I oczywiście dla kibiców. Koszulki muszą być w oficjalnych sklepach dostępne zawsze. Bez nich nie ma to większego sensu.

I na koniec jeszcze coś. Widzew słynie w całej Polsce z legendarnych piłkarzy i legendarnych meczów. W sklepie nie po tym śladu, a na pewno wielu kibiców kupiłoby coś z serii z Włodzimierzem Smolarkiem czy Krzysztofem Surlitem, Zbigniewem Bońkiem, Józefem Młynarczykiem, Ludwikiem Sobolewskim czy z zawodnikami i drużyną z lat 90. Nie ma śladu po pojedynkach z Liverpoolem, Manchesterami, Juvemtusem czy Broendby. W sklepie Legii widać Kazimierza Deynę.

W ŁKS-ie też pewnie dobrze sprzedawałyby się koszulki z Władysławem Królem, Stanisławem Terleckim, Janem Tomaszewskim, Markiem Dziubą, Jackiem Zioberem czy Jerzym Sadkiem. Seria „Grzesiu, nasz chuligan” też pewnie znalazłaby nabywców.

Szkoda, że w klubach zapominają o historii i nawet nie próbują na tym zarabiać.

Autor: Janek

Piłka nożna

ŁKS ŁódźWidzew Łódź

Dodaj komentarz