Kłopoty PGE Skry Bełchatów w PlusLidze

Aleksandar Atanasijević w meczu PGE Skry Bełchatów ze Stalą Nysa Fot. skra.pl

Reklama


Czas 2 min czytania

Trapiona kontuzjami PGE Skra Bełchatów wymęczyła wygraną nas Stalą Nysa.

Po rejteradzie Taylora Sandera PGE Skra zaczęła sezon z dwoma silnymi przyjmującymi i jednym na dorobku. Dwaj pierwsi to Milad Ebadipour i Dick Kooy, a trzeci – Mateusz Sawicki dopiero zaczyna prawdziwą seniorską karierę. Czwarty – Robert Taht – jest po ciężkiej kontuzji; po raz pierwszy był w kadrze meczowej, jednak do gry się jeszcze nie nadaje. Przede wszystkim ma kłopoty w odbiorze serwów…

21-latek mecz zaczął jednak dobrze dzięki blokowi, którym zdobył dwa punkty z trzech pierwszych swojej drużyny. Blokiem, dzięki któremu PGE Skra objęła prowadzenie 6:0. Później już tak dobrze nie było, choć pierwszego seta gospodarze wygrali wysoko. Co ciekawe, nie popełnili błędu w zagrywce i mieli aż siedem punktowych bloków.

Reklama

Im dłużej, tym gorzej

Widać było jednak słabą skuteczność na skrzydłach. Środkowi byli skuteczni, ale przy gorszym przyjęciu był kłopot. Brakowało Kooya, który w poprzednich meczach był opcją nr 1 na lewym skrzydle. Przy nie najlepszej dyspozycji Aleksandara Atanasijevicia, PGE Skra miała duże problemy w ofensywie. Wystarczyło, że zawodnicy Stali nieźle serwowali, by po bełchatowskiej stronie boiska były ogromne problemy.

Praktycznie każda mocniejsza zagrywka w strefę Sawickiego mocno ograniczała możliwości w rozegraniu. W PGE Skrze brakowało też lidera, bo Atanasijević nie miał dobrego dnia. Bełchatowianie grali słabo: przewidywalnie, mało skutecznie. Gdy tylko Grzegorz Łomacz nie mógł skorzystać ze środkowych, goście odskakiwali. Drugiego seta wygrali wysoko, w trzecim byli blisko, jednak nie poradzili sobie z zagrywkami Ebadipoura. W czwartym za to znów znaleźli słaby punkt u przeciwników i wyrównali. Dlatego w drugim kolejnym spotkaniu w hali Energia mieliśmy tie-break.

Trener Slobodan Kovac nie miał takiego komfortu jak Krzysztof Stelmach, bo na przyjęcie mógł wprowadzić tyko Roberta Milczarka, drugiego libero, który w tym meczu miał koszulkę przyjmującego. W Stali świetną zmianę dał Bartosz Bućko, ale najlepszy był Wassim Ben Tara, którego przed sezonem chciała PGE Skra.

Reklama

Bieniek ratuje PGE Skrę

Faworyt stracił punkt i w tie-breaku znów walczył o uratowanie dwóch. Wydawało się, że zdobędzie to łatwo, bo przy zmianie stron prowadził 8:4. Ale wtedy błysnął Mitchell Stahl, posyłając dwa asy (11:10). PGE Skra miała meczbola, jednak dobrze dotąd grający Kacper Piechocki przyjął na drugą stronę serw Mustafy M’Baye, a po kolejnym złym odbiorze Ebadipoura Stal miała meczbola.

Emocje były ogromne, gdyż goście kwestionowali za długie Atanasijevicia. Mecz zamknął jego najlepszy zawodnik Mateusz Bieniek, posyłając asa. PGE Skra zagrała jednak słabo i choć ma na koncie trzy zwycięstwa, to z silniejszym rywalem trudno je będzie nawet o punkt. A w najbliższej kolejce zmierzy się na wyjeździe z Jastrzębskim Węglem, mistrzem Polski.

PGE Skra Bełchatów – Stal Nysa 3:2

Sety: 25:17, 19:25, 25:23, 21:25, 20:18

PGE Skra: Łomacz, Ebadipour 12, Bieniek 17, Atanasijević 21, Sawicki 15, Kłos 14, Piechocki (libero) oraz Milczarek, Mitić, Schulz 1

Stal: Komenda, Kwasowski 8, Stahl 13, Ben Tara 26, Penczew, M’Baye 8, Ruciak (libero) oraz Szwaradzki 3, Szczurek, Dębski, Bućko 17

Siatkówka

PGE Skra Bełchatów

Reklama

Dodaj komentarz