Reklama
Reklama

Na co stać PGE Skrę Bełchatów w PlusLidze

Czas 2 min czytania
Na co stać PGE Skrę Bełchatów w PlusLidze

Dick Kooy ma zastąpić Taylora Sandera Fot. skra.pl

Po raz pierwszy od lat PGE Skra Bełchatów nie jest zaliczana do faworytów do wygrania PlusLigi. Czy uda się atak na podium z drugiego szeregu?

Reklama

W gablocie na trofea PGE Skry jest dziewięć pucharów za mistrzostwo Polski. Na dziesiąty w klubie czekają od trzech lat, w czasie których drużyna ani razu nie stanęła na podium. Trzecia była w sezonie 2019/2020, lecz rozgrywki przerwano. Wydawało się, że o jubileuszowy tytuł będzie łatwiej, bo drużyna miała być bardzo silna, z dwiema wielkimi gwiazdami: zdrowym i dobrze przygotowanym Taylorem Sanderem oraz z Aleksandare Atanasijeviciem.

Niespodziewane osłabienie

Grać będzie tylko ten drugi, bo Amerykanin podpisał kontrakt i rozmyślił się (szczegóły tutaj). A że ogłosił to w połowie września, znalezienie wartościowego następcy było praktycznie niemożliwe. Szefowie PGE Skry i tak mieli szczęście, bo wcześniej zakontraktowali Dicka Kooya, na wszelki wypadek. Gdyby tego nie zrobili, dziś zostaliby z Miladem Ebadipourem i Mikołajem Sawickim, bo Robert Taht, kolejny z nowych przyjmujących, dopiero niedawno zaczął normalne treningi.

Reklama

W ten sposób bełchatowska drużyna spadła w rankingach z głównego faworyta na średniaka. Czy słusznie? Czy ma dużo gorszy skład od Jastrzębskiego Węgla, Asseco Resovii, ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i Projektu Warszawa? Ofensywnie powinna być mocniejsza, bo Kooy w niczym nie ustępuje Sanderowi, a może nawet jest skuteczniejszy. Atanasijević jest lepszym atakujący od Duszana Petkovicia, a Ebadipour wrócił z igrzysk i mistrzostw Azji lżejszy o kilka kilogramów.

Po stronie atutów trzeba zapisać trenera Slobodana Kovaca. Serb znany jest z prowadzenia siatkarzy twardą ręką, czego w poprzednim sezonie brakowało. Zresztą sytuacja Mieszko Gogola, poprzednika Kovaca, jest nierozwiązana, bo wciąż ma ważny kontrakt i nie godzi się na jego rozwiązanie.

Reklama

Wracając jednak do sportu, to problemem PGRE Skry może być przyjęcie zagrywki, bo Kooy nie jest w tym ani mistrzem, ani nawet solidnym rzemieślnikiem. Gdyby było inaczej, dziś miałby miejsce w najlepszych drużynach na świecie. Jeśli bełchatowianie będą w stanie przyjmować serwy w miarę precyzyjnie, będzie ciężko ich zatrzymać, bo Atanasijević, Kooy, Ebadipour, Karol Kłos i Mateusz Bieniek to siatkarze znakomici w ataku.

Reklama

PGE Skra jak rok temu

W porównaniu z poprzednimi sezonami siatkarze PGE Skry będą grać pod mniejszą presją, bo przecież to inni muszą zdobyć medale. Oczywiście to mała przesada, bo taki klub musi się bić o najwyższe cele. Stać go na bardzo dużo, bo wcale nie jest słabszy niż rok temu, nawet bez Sandera.

Drużyna z Bełchatowa zacznie sezon tak jak rok temu, z Cuprum w Lubinie. Wówczas wygrała 3:1, z dużymi kłopotami. Dziś rywal jest słabszy, bo stracił dwóch czołowych zawodników: rozgrywający Miguel Tavares przeszedł do Warty Zawiercie (przebiła ofertę Bełchatowa), a atakujący Ronald Jimenez przeniósł się do ligi koreańskiej. Nowy jest też trener: Marcelo Fronckowiaka zastąpił Paweł Rusek. Łatwo jednak PGE Skrze nie będzie, ponieważ zespół trenuje w pełnym składzie dopiero od tygodnia.

We wcześniejszych meczach PlusLigi padły następujące wyniki: LUK Lublin – Jastrzębski Węgiel 1:3, Stal Nysa – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 0:3, Indykpol AZS Olsztyn – Asseco Resovia Rzeszów 0:3, Aluron CMC Warta Zawiercie – Ślepsk Malow Suwałki 3:1, GKS Katowice – Trefl Gdańsk 3:2, Cerrad Enea Czarni Radom – Proojekt Warszawa 0:3.

Reklama

Cuprum Lubin – PGE Skra Bełchatów, poniedziałek, godzina 17.30, transmisja w Polsacie Sport

Siatkówka

PGE Skra BełchatówPlusLiga

Dodaj komentarz

Reklama