Reklama
Reklama
Reklama

Najlepsi i najgorsi w ŁKS-ie. Podsumowanie 2021

Czas 4 min czytania
Najlepsi i najgorsi w ŁKS-ie. Podsumowanie 2021

ŁKS - Górnik Łęczna Fot. Marian Zubrzycki

Reklama

Kończy się rok 2021, niezbyt udany dla ŁKS-u. Co było dobre, a o czym chcemy szybko zapomnieć?

Reklama

Kibice ŁKS-u na pewno odetchnęli z ulgą, że nieszczęśliwy dla nich 2021 rok już się kończy. Wśród podsumowań, dokonywanych przez piłkarzy, kibiców i władze łódzkiego klubu przewija się jedno zdanie: „Gdyby nie ten nieszczęsny mecz z Górnikiem Łęczna…”. Trudno się z nimi nie zgodzić, bo gdyby ŁKS wygrał baraże o ekstraklasę, w 2022 rok środowisko związane z klubem z al. Unii wchodziłoby w dużo lepszych nastrojach. Jakie były najgorsze i najlepsze momenty ŁKS-u w 2021 roku?

Najlepszy transfer – Maciej Radaszkiewicz

Kiedy ŁKS ogłosił, że pozyskał Macieja Radaszkiewicza, transfer przeszedł bez echa, bo w szeregach kibiców klubu z al. Unii panowała euforia związana z transferami Mikkela Rygaarda i Ricardinho. Napastnik dołączył do drużyny rezerw, której pomógł wywalczyć awans do trzeciej ligi. Przez problemy kadrowe Kibu Vicuna, trener łódzkiego klubu, wręcz zmuszony był przesunąć Radaszkiewicza do pierwszej drużyny, a ten odwdzięczył się trzema bramkami dającymi ŁKS-owi dziewięć punktów. Napastnik szybko stał się pierwszym wyborem sztabu szkoleniowego i ulubieńcem kibiców. Samuel Corral, Stipe Jurić i Ricardinho, czyli napastnicy, którzy na początku sezonu byli w hierarchii wyżej niż Radaszkiewicz, łącznie nie strzelili w rundzie jesiennej tylu bramek co młody zawodnik.

Reklama

Najgorszy transfer – Mikkel Rygaard

Eksperci od skandynawskiego futbolu niedowierzali, że ŁKS-owi udało się pozyskać tak klasowego zawodnika jak Rygaard. Pomocnik, którego krajowe media ponoć nazywały „duńskim Messim” podczas pobytu na al. Unii głównie irytował kibiców nonszalancją, brakiem koncentracji i stratami piłki, po których zespół tracił bramki. Rozkręcił się pod koniec pobytu w Łodzi, rozegrał trzy naprawdę dobre mecze z Widzewem, Zagłębiem Lubin i Górnikiem Polkowice (co ciekawe chociaż Rygaard był najlepszy na boisku, to ŁKS żadnego z tych spotkań nie wygrał), po czym… rozwiązał kontrakt z winy klubu ze względu na zaległości finansowe. To nie koniec problemów, bo na jaw wyszło, że przez rok ŁKS nie zapłacił za transfer. Chociaż Rygaarda już w Łodzi nie ma, to władzom klubu jego transfer będzie odbijał się czkawką jeszcze długo.

Najlepsza decyzja – postawienie na zawodników z rezerw

–  Droga między drugą a pierwszą drużyną jest krótka. Jeżeli dobrze grasz w rezerwach, to masz szansę dołączyć do pierwszej drużyny. Piłkarze, którzy zaczynali sezon w drugiej drużynie, dziś wychodzą u mnie w pierwszym składzie. Dla mnie tak powinien funkcjonować klub. Prawie cała druga drużyna trenowała już z nami. – powiedział Vicuna w rozmowie z „Łódzkim Sportem”. Szkoleniowiec był zmuszony postawić na zawodników z rezerw, bo przez plagę kontuzji trudno było skompletować kadrę na mecz. Szansę dostali Oskar Koprowski, Maciej Radaszkiewicz, Mateusz Bąkowicz i Damian Nowacki. Młodzi piłkarze niespodziewanie stali się kluczowymi zawodnikami ŁKS-u. Magazyn Piłka Nożna uznał Bąkowicza za objawienie rundy, a Weszło umieściło go w pierwszej dziesiątce najlepszych młodzieżowców pierwszej ligi.

Najgorsza decyzja – zwolnienie Wojciecha Stawowego/zatrudnienie Ireneusza Mamrota

Pod wodzą Wojciecha Stawowego ŁKS był niepokonany przez pierwsze 11 spotkań w sezonie. Później, między innymi przez zakażenia koronawirusem, przyszedł kryzys, z którego łodzianie wygrzebali się dopiero w rundzie rewanżowej. W 2021 roku Stawowy poprowadził ŁKS w czterech spotkaniach. Pod jego wodzą, dwukrotni mistrzowie Polski przegrali z Legią w Pucharze Polski (chociaż wstydu nie przynieśli), przegrali z GKS-em Tychy, zremisowali z Widzewem i wygrali z Odrą Opole. Stawowy nie dostał czasu na wyjście z kryzysu, bo po derbach został zwolniony.

Reklama

Nawet jeżeli drużynie potrzebna była zmiana, to została dokonana niefortunnie, bo miejsce Stawowego zajął Ireneusz Mamrot. Szkoleniowiec nie radził sobie w Łodzi najlepiej. Wygrał tylko pięć z 14 meczów, a 1 czerwca, przed barażami, odszedł do Jagiellonii Białystok. Pozostawił ŁKS w rękach Marcina Pogorzały, który mimo braku doświadczenia, wprowadził zespół do finału, w którym lepszy okazał się Górnik Łęczna. – Gdy rozstawałem się z trenerem Stawowym, miałem pierwotnie pomysł, by drużynę przejął po nim Marcin Pogorzała. Przepisy na to pozwalały – zgodnie z nimi dotychczasowy asystent może dokończyć rundę rozpoczętą przez poprzedniego szkoleniowca. Ostatecznie tak nie zrobiliśmy i to jest decyzja, której żałuję. Przeważył wtedy nie brak zaufania do Marcina, lecz to, że nie mieliśmy w sztabie ani jednej osoby z większym doświadczeniem: zarówno trenerskim, jak i piłkarskim – powiedział Tomasz Salski, prezes ŁKS-u

Największy pechowiec – Adam Marciniak

Czy Adam Marciniak jest słabym piłkarzem? Nie. Czy ŁKS stracił przez niego zbyt wiele bramek? Zdecydowanie tak! Złośliwi powiedzą, że pech Jana Sobocińskiego (który szczególnie w drugim półroczu prezentował się bardzo solidnie) przeszedł na Marciniaka. Można też znaleźć logiczne wytłumaczenie. Doświadczony obrońca pojawiał się w składzie najczęściej, kiedy łodzianie zmagali się z problemami kadrowymi. Popełniał błędy, ale reszta drużyny nie pomagała mu ich uniknąć. Pokazał to choćby mecz z Resovią, kiedy ŁKS zmuszony był wystawić dwóch lewonożnych obrońców – Sobocińskiego i Marciniaka. Łodzianie przegrali 0:3, a stoperzy zawinili przy każdej z bramek. Z Miedzią Legnica, Marciniak zagrał w parze z prawonożnym Mieszkiem Lorencem, a blok defensywny ŁKS-u spisał się bez zarzutu

Największy farciarz -Krzysztof Przytuła

ŁKS stworzył Krzysztofowi Przytule cieplarniane warunki pracy. Dyrektor sportowy łódzkiego klubu inkasuje ponoć spore pieniądze, dostosowuje transfery do swojej filozofii futbolu, a kiedy zbudowana przez niego drużyna ponosi klęskę, odpowiedzialność za decyzje kadrowe bierze prezes Salski. Oczywiście nie należy zapominać, o tym, że Przytuła wykonał w Łodzi sporo dobrej roboty. To on wypatrzył Radaszkiewicza czy Bąkowicza, pokierował karierą Koprowskiego. Nie chodzi jednak o to, by dyrektor sportowy samobiczował się, ale warto byłoby usłyszeć chociaż słowo wyjaśnień, dlaczego w 2021 roku wyniki ŁKS-u nie były satysfakcjonujące. –  Podpisując umowę z Krzyśkiem nie przewidziałem jednej rzeczy: pewnie gdyby doszło do takiej sytuacji ponownie wpisałbym do niej zobowiązanie do udzielania wywiadów  – powiedział prezes łódzkiego klubu.

Reklama

W 2022 roku życzymy ŁKS-owi, żeby Radaszkiewicz strzelał przynajmniej tak, jak dotychczas, żeby zamknąć sprawę Rygaarda, żeby Marciniaka opuścił pech, a Przytuła zrobił takie transfery, jak przed awansem do ekstraklasy.

Reklama

Piłka nożna

adam marciniakIreneusz MamrotKrzysztof PrzytułaŁKS ŁódźMaciej RadaszkiewicMarcin PogorzałaMikkel Rygaardtomasz salskiwojciech stawowy

Dodaj komentarz

Reklama