Niepotrzebne nerwy przy al. Unii. ŁKS prawie wypuścił z rąk zwycięstwo nad Resovią

Reklama

Czas 3 min czytania

Już pierwsze minuty niedzielnego meczu przy al. Unii potwierdziły wyraźnie, że ŁKS przewyższa rzeszowian o klasę, jeśli chodzi o kulturę gry i piłkarskie umiejętności. Piłkarze z Łodzi zagrali dwie kompletnie różne połowy – po pierwszej wydawało się, że 1:0 to niski wymiar kary, jednak w drugiej ełkaesiacy pozwolili rywalom nabrać wiatru w żagle i omal nie wypuścili zwycięstwa z rąk.

Wojciech Stawowy zaskoczył wyborem wyjściowego składu. Trener, który do tej pory stawiał raczej na sprawdzoną grupę piłkarzy zdecydował się wystawić na lewym skrzydle Tomasza Nawotkę, a na prawej obronie Kamila Dankowskiego. Dla obu był to pierwszy mecz od pierwszej minuty w biało-czerwono-białych barwach. Poznaliśmy także kolejny wariant ustawienia zespołu pozbawionego Adama Ratajczyka. Młodzieżowiec pojawił się bowiem nie na skrzydle, nie w środku pola, a… w bramce – Arkadiusza Malarza zastąpił między słupkami Dawid Arndt. Ostatnim zaskoczeniem było przesunięcie na prawe skrzydło występującego od końca poprzedniego sezonu na boku obrony Macieja Wolskiego.

Ełkaesiacy zaczęli spotkanie pełni werwy i już w 5. minucie mogli prowadzić 1:0. Piłka po uderzeniu Sobocińskiego odbiła się jednak od poprzeczki. Od samego początku spotkania ełkaesiacy długo utrzymywali się przy piłce i starali się narzucić swój styl gry, zamykając Apklan Resovię na jej połowie. Skalę dominacji łodzian najlepiej obrazuje to, że po 20 minutach gry statystycy oficjalnej strony Fortuna 1 odnotowali 21 niebezpiecznych ataków gospodarzy i… 2 gości.

Reklama

Łodzianom mimo wyraźnej optycznej przewagi brakowało konkretów – we wspomnianych 21 atakach oddali zaledwie 2 strzały, oba niecelne. Na następną okazję musieli czekać aż do 24. minuty, kiedy to bramce gości zagroził bardzo ofensywnie usposobiony od samego początku sezonu Adrian Klimczak. Obrońca ŁKS-u rozpędził się na lewym skrzydle i zszedł do środka boiska, po czym oddał nieskuteczny strzał w róg bramki Marcela Zapytowskiego.

W 35. minucie ełkaesiacy ponownie sprawdzili wytrzymałość poprzeczki w bramce Apklan Resovii – tym razem z najmniejszej odległości uderzał Łukasz Sekulski. Po trybunach stadionu przy al. Unii przebiegł szmer rozczarowania, jednak już po chwili kibice mieli powody do radości. W 38. minucie zakotłowało się w polu karnym gości, a sędzia Grzegorz Kawałko wskazał na wapno, odgwizdując zagranie ręką jednego z resoviaków. Jedenastkę pewnym strzałem wykorzystał Antonio Dominguez.

Na początku drugiej połowy Resovia zaczęła grać śmielej. Im dłużej trwała druga część spotkania, tym częściej przy piłce utrzymywali się piłkarze z Podkarpacia, a ełkaesiacy pozwalali gościom na coraz więcej. Stawowy zareagował na zmianę obrazu gry, wprowadzając na boisko Kelechukwu i Sajdaka. Ich wejście nie uchroniło jednak ełkaesiaków przed stratą gola – w 70. minucie Radosław Adamski uderzył z dystansu, a piłka zatrzepotała w siatce bramki ŁKS-u.

Reklama

Na trybunach wyczuwalna była rosnąca irytacja – spotkanie, w którym różnica klas między zespołami była aż nadto widoczna; mecz, w którym ełkaesiacy początkowo całkowicie zdominowali rywala zaczynało powoli wymykać się im spod kontroli. Ekipa Stawowego płaciła cenę za to, że w okresie swojej dominacji nie „zabiła” meczu, budując większą bramkową przewagę.

Utrata prowadzenia nie wpłynęła otrzeźwiająco na ekipę z al. Unii. Wręcz przeciwnie – to Resovia coraz bardziej się rozpędzała, a piłkarze Stawowego sprawiali wrażenie bezradnych i zdezorientowanych grą walecznego beniaminka.

W 82. minucie na trybunach zawrzało po tym, jak Przemysław Sajdak runął na ziemię, wbiegając w pole karne. Sędzia Kawałko początkowo pozostawał niewzruszony, jednak po konsultacji z arbitrem liniowym wskazał na jedenasty metr od bramki Resovii. Do piłki po raz drugi podszedł Antonio Dominguez. Ponownie uderzył w lewą stronę bramki, ale tym razem bliżej środka niż przy golu na 1:0. Marcel Zapytowski wyczuł intencje strzelca, jednak piłka prześlizgnęła się pod jego pachą i niespiesznie wtoczyła się do siatki. Ełkaesiacy ponownie wyszli na prowadzenie. Końcówka spotkania była nerwowa – ŁKS miał problemy z uspokojeniem gry i utrzymaniem rywala z dala od własnej połowy, jednak ostatecznie udało mu się dowieźć zwycięstwo do ostatniego gwizdka arbitra.

ŁKS-Apklan Resovia Rzeszów 2:1

1:0 Dominguez (38’)

1:1 Adamski (70’)

2:1 Dominguez (83’)

fot. ŁKS Łódź /Cyfrasport

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Reklama

Dodaj komentarz