Reklama
Reklama

Napoleoni, Batrović… Ci widzewscy idole już nie wrócą

Czas 4 min czytania
Napoleoni, Batrović… Ci widzewscy idole już nie wrócą

Koledzy z Widzewa żegnają Marcina Robaka Fot. Marian Zubrzycki

Jeden z ulubieńców kibiców Widzewa – Bartłomiej Pawłowski – znów zagra w czerwono-biało-czerwonych barwach. Przez lata kibice marzyli o powrocie także innych piłkarzy, ale to już się nie ziści.

Reklama

„Pawłowski wrócił do domu”, „Witaj w domu” – głoszą nagłówki portali internetowych po informacji, że 29-letni atakujący podpisał kontrakt z Widzewem. Rzeczywiście pochodzący z Ozorkowa piłkarz w Widzewie grał 9 lat temu. Nie rozegrał wielu meczów, bo tylko 17, ale i tak stał się jednym z ulubieńców kibiców. Wpływ na to na pewno miało to, że Pawłowski kibicował klubowi, ale przede wszystkim jego ofensywna, często efektowna gra.

Marcin Robak wraca do Widzewa

To nie pierwszy powrót byłego ulubieńca trybun w ostatnich latach. Najgłośniejszy był oczywiście come back Marcina Robaka latem 2019 roku. Było to zresztą nie tylko wielkie wydarzenie dla kibiców czerwono-biało-czerwonych, ale w ogóle w polskiej piłce, bo przecież Robak był wtedy czołowym strzelcem ekstraklasy i miał oferty ze zdecydowanie  mocniejszych i bogatszych klubów od Widzewa. A jednak wybrał drugoligowy wtedy Widzew.

Reklama

Kibice byli wniebowzięci. I Robak w Widzewie nie zawiódł. Zdobył 21 goli w 33 meczach. Był drugim strzelcem w sezonie w lidze, który zakończył się awansem do Fortuna 1. Ligi. Kolejne rozgrywki były już słabsze nie tylko dla Robaka, ale w ogóle Widzewa. Chociaż i tak 38-letni wtedy napastnik zdobył dla drużyny najwięcej goli. Podczas drugiego pobytu w klubie z al. Piłsudskiego 138 wyszedł zresztą na czoło klasyfikacji najskuteczniejszych piłkarzy w historii Widzewa w oficjalnych rozgrywkach.

Marcin Robak, Widzew Łódź

Tęsknota za Stefano

Był Robak, a teraz jest Pawłowski, który otwiera swój drugi rozdział w Widzewie. Niestety nie zrobił tego nigdy Stefano Napoleoni, inny były ulubieniec widzewskich trybun. Sympatyczny Włoch z długą kitką grał w Łodzi od lata 2006 roku do zimy 2009. W 62 meczach zdobył 11 goli. Do klubu sprowadził ówczesnego 20-latka Zbigniew Boniek. I Napoleoni szybko stał się ulubieńcem kibiców. Charakteryzował się dobrą techniką i przebojowością. Poza boiskiem cały czas się uśmiechał i szybko nauczył się mówić po polsku. Musiał jednak odejść, bo nie dogadywał się z działaczami – w klubie rządził wtedy Sylwester Cacek.

Reklama

Włoch kontynuował karierę w Grecji (Levadiakos, Atromitos), a potem w Turcji (Besaksehir, Göztepe SK, ). W końcu wrócił do swojego kraju, ale nie ogłosił końca kariery. O 35-latka zaczynali dopytywać kibice Widzewa. Łukasz Stupka, dyrektor sportowy łódzkiego klubu, sugerował nawet, że kontaktował się z Włochem, ale nie wiadomo, ile w tym prawdy. W każdym razie do powrotu nie doszło, a Stefano wrócił do Turcji. Podpisał kontrakt z Ümraniyesporem, drugoligowcem, który walczy o awans. Dotychczas wystąpił w siedmiu meczach i strzelił trzy gole. Do Widzewa już nie wróci. Jest za późno.

Reklama

Veljko Batrović do wzięcia

Nie zobaczymy w nim też już pewnie Veljko Batrovicia. Ofensywny pomocnik, którego lata temu ochrzczono czarnogórskim Leo Messim, nie zrobił niestety dużej kariery. W Widzewie był jednak bardzo lubiany i kibice często pisali w internecie, że chętnie znów zobaczyliby go w czerwono-biało-czerwonych barwach.

Do Łodzi trafił zimą 2012 gdy miał 17 lat i grał dla kibiców Widzewa do lata 2015 roku. W 60 meczach zdobył 4 bramki. W klubie długo liczyli, że zarobią na jego transferze, ale nie udało się to, a jego kariera nigdy nie nabrała tempa, m.in. przez kontuzje.

Po odejściu z Widzewa Batrović grał w trzech klubach w Słowenii (zdobył m.in. Puchar tego kraju), potem w Bułgarii, Serbii i w końcu trafił do Grecji. Ostatnie wieści są takie, że Czarnogórzec nie ma klubu po odejściu z Olympiakosu Wolos z drugiej ligi. Batrović ma dopiero 27 lat, więc teoretycznie jeszcze co najmniej kilka lat gry przed nim, ale już chyba Widzewowi by nie pomógł.

Reklama

Brazylijczyk z Tunezji

Alex Bruno jest młodszy o rok i gra w Kazachstanie. W Widzewie z kolei był przed dwa lata od 2012 do 2014 roku. Rozegrał w nim 46 meczów i zdobył 4 gole. Do Łodzi trafił przez przypadek. Podczas zgrupowania łodzian w Tunezji w grupie trenujących młodych piłkarzy z Brazylii wypatrzył go trener Radosław Mroczkowski i zaprosił na testy. Alex Bruno (razem z Emersonem Carvalho) przyleciał do Polski i najpierw trenował z drużyną Młodej Ekstraklasy, a potem trafił już do pierwszej drużyny. W Widzewie czarował dobrą techniką, a poza boiskiem uśmiechem.

Niestety on też musiał odejść, bo trudno mu było dogadać się z ludźmi Sylwestra Cacka. Kontrakt rozwiązano za porozumieniem stron, które zakładało m.in. że Brazylijczyk nie mógł przez trzy lata podpisać umowy z żadnym innym polskim klubem. Alex Bruno musiał więc wyjechać. Wrócił do Brazylii, ale znów ruszył na podbój świata i grał w Mołdawii, Korei Południowej aż dotarł do Kazachstanu. Od kilku lat występuje w klubie FK Atyrau, w którym gra też wychowanek Widzewa Piotr Grzelczak.

W ostatnim dziesięcioleciu idolami kibiców Widzewa, chociaż niestety zbyt krótko, byli też Nika Dzalamidze, Gruzin, który czarował techniką, Eduards Vinaskovs, bramkostrzelny Łotysz, a zadatki na idola miał Filip Mihaljević, napastnik z Chorwacji, który miał znakomite wejście do drużyny.

Reklama

Ich przygody z Widzewem nie trwały jednak zbyt długo i w ogóle za dobrze im się nie ułożyło. Gruzin wylądował niedawno na Malcie, Chorwat w Irlandii, a Łotysz, po nieudanej przygodzie z Pogonią Siedlce został póki co bez klubu. Żaden z nich nie pomógłby już Widzewowi.

Pomóc może – trzymamy kciuki- idol sprzed 9 lat, czyli Bartłomiej Pawłowski.

Reklama

Piłka nożna

Alex BrunoBartłomiej PawłowskiEduards VisnakovsMarcin RobakStefano NapoleoniVeljko BatrovićWidzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama