Prezes Widzewa: Przegraliśmy po frajersku. Koniec tego!

Mateusz Michalski w wiosennym meczu Widzewa z Puszczą Fot. Marian Zubrzycki

Reklama

Czas 2 min czytania

Koniec z usprawiedliwianiem. Mamy gryźć trawę. Chcę widzieć piłkarzy, których łapią skurcze, którzy ledwo schodzą z boiska – mówi prezes Widzewa Piotr Szor.

W piątek Widzew przegrał z Sandecją Nowy Sącz 1:3. Przez dużą część meczu grał w przewadze jednego zawodnika, a od 80 minuty nawet dwóch. Mimo to dał sobie wtedy strzelić bramkę. – To był dramat. Nie ma co szukać usprawiedliwień. Straciliśmy punkty po frajersku. Nie mieliśmy prawa takiego meczu przegrać. Znów straciliśmy gole, które nie powinny wpaść. Kuriozalne, juniorskie, którymi moglibyśmy obdzielić kilka sezonów. Nie mieliśmy prawa stracić gola grają w przewadze dwóch piłkarzy – grzmiał w klubowym radiu prezes Widzewa.  

Krytykował też zachowanie piłkarzy przy straconych bramkach, m.in. po drugim rzucie karnym w końcówce, ale też przy pierwszym. – Nie jestem przekonany, czy był tam faul, ale nasz obrońca [Kacper Gach] nie miał prawa dać sędziemu argumentu. Nie miał prawa popełnić takiego błędu – uważa. – Nie mamy też prawa grać tak, jak przez większą część pierwszej połowy. Owszem, sędzia pozwalał na ostrą grę rywali, ale mogliśmy odpowiedzieć tym samym. Tymczasem dwóch, trzech piłkarzy się starało, a inni się przyglądali.

Reklama

Prezes Widzewa: Krytyka zasłużona, ale są granice

Szor powiedział też o krytyce, która spada na zespół po serii bardzo słabych meczach. Widzew stracił w trzech meczach osiem punktów i spadł na ósme miejsce. – Krytyka jest zasłużona. Oczywiście są granice i nie na każdą jej formę się zgadzamy. Ale ona jest wkalkulowana w zawód piłkarza, trenera, prezesa klubu – mówi prezes.

Według niego wciąż jest jednak szansa na awans do pierwszej szóstki. Ale pod warunkami. – Koniec z usprawiedliwianiem. Mamy gryźć trawę. Piłkarze mają oczyścić głowy i przygotować się jak najlepiej do piątkowego meczu z wiceliderem i do kolejnych. Każdy kolejny mecz jest jak finał i koniec z pustymi słowami. Musi być walka. Chcę widzieć piłkarzy, których łapią skurcze, którzy ledwo schodzą z boiska – grzmiał. Dodał, że jeśli ktoś nie ma takiego zamiaru, to może w ogóle nie przychodzić do klubu.

– Nasza sytuacja po wygranej Arki w Łodzi i zwycięstwie Odry jest trudna, ale wciąż są szanse. Potrzebujemy serii trzech, czterech zwycięstw, by wejść do szóstki. Z taką grą jak przez pierwsze pół godziny w Nowym Sączu nie ma na to szans, wtedy potrzebny byłby cud. Ale wierzę, że gra ulegnie zmianie. Będę się upierał, że na podsumowania jeszcze przyjdzie czas – mówi Szor.

Reklama

Dodał również, że bierze odpowiedzialność za zmianę trenera i uważa, że była to dobra decyzja. – Mimo wszelkich przeciwności i fatalnej ostatnio gry, będę dalej wierzył w tę drużynę i szóstkę – mówi.

Wszyscy są pod presją

Prezes Widzewa stwierdził, że nie planuje kolejnej rozmowy motywacyjnej z piłkarzami. – Ostatnia taka rozmowa odbyła się w ubiegłym tygodniu po zmianie trenera – zdradza. – Powiedziałem zawodnikom, co myślę o ich grze i na co liczę. Mogę to powtórzyć, ale czy jest sens? Są od tego trenerzy, rozmowy motywacyjne należą do trenera Broniszewskiego. Nie będą co tydzień chodził do szatni i mówił oczywiste rzeczy. Chcę tam iść za jakiś czas z gratulacjami – zapowiedział Szor.

Pytany, czy to może presja paraliżuje zawodników, odpowiedział: – Presja w Widzewie była zawsze i będzie zawsze. Była, gdy były pełne trybuny i jest teraz, gdy są puste. Ja też jestem pod presją. Wszyscy jesteśmy. Presja to żadne wytłumaczenie.

Piłka nożna

Reklama

Dodaj komentarz