Trener Widzewa po meczu z GKS Bełchatów: “Znajdzie się grono krytyków”

Mateusz Michalski, Michael Ameyaw i Patryk Mucha z Widzewa Fot. Marian Zubrzycki

Reklama
Czas 3 min czytania

Widzew Łódź pokonał GKS Bełchatów 3:2 w meczu 27 kolejki Fortuna 1 Ligi. Oto komentarze trenerów i łódzkich zawodników.

Marcin Broniszewski: – Bardzo cieszymy się z trzech punktów. Okoliczności ich zdobycia były trudne. Naszym głównym celem było dzisiaj wygrać po słabszych występach, które przydarzyły nam się w ostatnim czasie. Oczywiście mam świadomość, że znajdzie się grono krytyków mówiących, że w drugiej połowie graliśmy chaotycznie i nie potrafiliśmy utrzymać przewagi przy wyniku 3:1. My też to widzieliśmy i będziemy chcieli to zmienić, żebyśmy grali mniej nerwowo, bo mamy wielu doświadczonych piłkarzy, którzy swoimi umiejętnościami muszą wnosić więcej spokoju w momentach, gdy drużyna powinna końcówkę spotkania grać z większym komfortem.

Wydaje mi się, że przerwa spowodowana kontuzją naszego bramkarza bardziej wybiła z rytmu drużynę z Bełchatowa. Zresztą nagłe wejście naszego rezerwowego golkipera nie było dla niego komfortowe, bo kilka pierwszych piłek zagrał niecelnych. W przerwie trener bramkarzy Andrzej Woźniak bardzo dobrze na niego wpłynął i grał potem z większym luzem. Myślę, że do najbliższego meczu sztab medyczny pomoże Jakubowi Wrąblowi, który ma dość mocne stłuczenie. Od naszych fizjoterapeutów mam też sygnał, że z Mateuszem Michalskim to nie jest nic poważnego.

Reklama

Marcin Węglewski (trener GKS-u): – Walczymy, staramy się, ale wychodzi na to, że to jest za mało, żeby wygrać mecz i zdobyć trzy punkty nawet w tak prestiżowym meczu jak dzisiaj, gdzie nie można było odmówić chłopakom determinacji i próby odwrócenia wyniku. Przeklęte dziewięć minut, które doliczył sędzia sprawiły, że w meczu, który był pod kontrolą, całkowicie ją straciliśmy, a w drugiej połowie nie odwróciliśmy losów tego spotkania.

Wychodzi na to, że przerwa w pierwszej połowie z powodu kontuzji bramkarza wpłynęła na losy spotkania. Nic na to nie wskazywało. Odebraliśmy trzy razy piłkę po prostych błędach przeciwnika i byłem przekonany, że jesteśmy w stanie strzelić jeszcze drugą bramkę. Okazało się inaczej – dwa gole strzelił Widzew.

W przerwie nie było widać w szatni, żeby ktoś był załamany. Bardziej byliśmy wkurzeni na tą sytuację, ponieważ z pierwszej połowy nie przypominam sobie wielu składnych akcji Widzewa. Ta przepiękna bramka Patryka Muchy trochę podcięła nam skrzydła i wkradła się nerwowość. A druga bramka rywali to niestety nasz błąd, bo byliśmy przy piłce. Straciliśmy ją za łatwo i Widzew to wykorzystał. Potem zabrakło nam koncentracji i konsekwencji, żeby znaleźć się pod bramką przeciwnika.

Reklama

Patryk Mucha: – Zazwyczaj stoję na przedpolu i dziś udało się zdobyć bardzo ładną bramkę. Najważniejsze jest zwycięstwo, po to tu przyjechaliśmy. Dziś momentami nasza gra nie była perfekcyjna i wkradło się trochę niepotrzebnej nerwowości i strat, ale na końcu liczy się wynik i z cieszę się, że dowieźliśmy te trzy punkty. Mecze mamy co kilka dni. Wychodzimy na boisko po to, żeby wygrywać i znaleźć się w szóstce. Nic się nie zmienia, więc musimy już myśleć o kolejnym meczu, aby zapunktować.

Paweł Tomczyk: – Dzisiaj zabrakło mi gola, ale najważniejsze jest to, że drużyna wygrała. Jestem zmotywowany, by już w kolejnym spotkaniu piłka wpadła do bramki po moim strzale, więc się nie załamuję i będę dalej pracował. Uważam, że początek tego spotkania nie potoczył się po naszej myśli, bo już w 6. minucie straciliśmy bramkę i byliśmy trochę pod prądem. Później jednak się uspokoiliśmy i pokazaliśmy wyższość.

Mateusz Michalski: – Najważniejsze jest zwycięstwo. Jesteśmy zadowoleni, że wygraliśmy to spotkanie, bo fatalnie w nie weszliśmy. Znowu na własne życzenie straciliśmy gola, sprokurowaliśmy rzut karny. Musimy się wystrzegać takich błędów. Jeśli chcemy o cokolwiek walczyć, to nie mamy prawa tracić takich bramek. Powinniśmy wyciągnąć wnioski z meczu w Nowym Sączu, gdzie zrobiliśmy dwa kuriozalne karne, co nas kosztowało utratę punktów. I tak samo mogło być tutaj, ale chwała dla chłopaków, dla sztabu i całej drużyny, że potrafiliśmy szybko odpowiedzieć i zdobyć trzy gole, które dały nam trzy punkty. Będziemy dziś sprawdzać, co dzieje się z moją ręką. Wydaje mi się, że wszystko powinno być w porządku. Atakowałem piłkę z pełnym impetem. W momencie, gdy wyjeżdżałem z futbolówką do bramki, to ręka trochę mi uciekła i poczułem, że coś jest nie tak z barkiem.

Piłka nożna

GKS BełchatówMarcin BroniszewskiWidzew Łódź

Dodaj komentarz