Reklama
Reklama

Trener Widzewa: Przed nami dwa finały

Czas 3 min czytania
Trener Widzewa: Przed nami dwa finały

Widzew Łódź - Zagłębie Sosnowiec/fot. Marcin Bryja, widzew.com

Janusz Niedźwiedź, trener Widzewa, jak niemal zawsze w poniedziałek, ocenił ostatni mecz swojej drużyny.

Reklama

Po pięciu meczach bez wygranej Widzew w końcu zwyciężył. Na swoim stadionie pokonał 3:2 Zagłębie Sosnowiec. Już sam wynik wskazuje na to, że było bardzo trudno. I rzeczywiście, Widzew raz przegrywał, a gdy wyszedł na prowadzenie, po przerwie znów szybko stracił gola. Ale ostatnie słowo należało do łodzian. – W tej rundzie to dla nas charakterystyczne, że nawet jak tracimy bramkę, to odrabiamy straty, napędzamy się. Tak robią drużyny, które czują się silne i pewne. I za to trzeba pochwalić zespół, że po stracie gola, a potem kolejnego, potrafił znów złapać swój rytm – mówi trener Janusz Niedźwiedź.

Przełamanie Bartosza Guzdka

Mecz z Zagłębiem w ogóle był meczem przełamań, bo nie tylko Widzew wygrał po serii meczów bez zwycięstwa, ale po dłuższej przerwie gola znów zdobył Bartosz Guzdek. – To kolejna rzecz, która cieszy, bo przez moment nie strzelał. Ale to młody zawodnik, rozmawiamy z nim. W ostatnim czasie była z nim rozmowa, nie podam bez szczegółów, ale młodym piłkarzom trzeba pewne rzeczy uświadamiać. Starszy ma doświadczenie z lat grania, więcej przeżył. Młody potrzebuje pomocy, szerszego spojrzenia. Ten gol, to krok w tę stronę, by potwierdzać dobrą formę bramkami – powiedział w klubowym radiu trener Widzewa.

Reklama

Przełamał się też Daniel Villanueva, który w poprzednim spotkaniu z Sandecją Nowy Sącz zmarnował świetną okazję. Teraz strzelił piękną bramkę głową. – Potwierdził nią dobrą dyspozycję – twierdzi Niedźwiedź.

Trener Widzewa był też zachwycony golem Patryka Stępińskiego, który dał drużynie 3 punkty. – Fantastyczna bramka, już trzecie w sezonie, a wcześniej w karierze przecież w ogóle nie strzelał – zauważa trener. – Może zobaczył gola Lukasa Podolskiego w meczu z Górnikiem Łęczna?

Reklama

Pytania o Mateusza Michalskiego

Przypomnijmy, że w tym spotkaniu Widzew miał też karnego, którego nie wykorzystał Mateusz Michalski, który wszedł na boisko niedługo wcześniej. Nie brakuje kibiców, którzy uważają, że jedenastki nie powinien wykonywać piłkarz, który dopiero wszedł do gry. – A ktoś inny powie, że to nie ma znaczenia, a wręcz to dobrze, że taki piłkarz strzela, bo ma świeże nogi i umysł – uważa Niedźwiedź. Michalski w przeszłości już zmarnował jednego karnego, jeszcze w drugiej lidze. To było jednak bardzo dawno temu. – Nie ma sensu do tego wracać. Jest nowy sezon – uciął trener.

Reklama
Mateusz Michalski, Widzew/fot. Marcin Bryja, widzew.com

Kibice w ogóle pytali sporo o Michalskiego, który ich zdaniem gra po prostu słabo.

– Mateusz wiele razy udowodnił, że zasługuje na to, by grać. Odpłacał się wiele razy dobrą grą, chociaż oczywiście ma też wahania formy. Chciałbym, aby był bardziej stabilny w graniu, by poprawił powtarzalność tych dobrych rzeczy. On oddaje serce nawet z bólem, bo bywało, że brał tabletki przeciwbólowe, byle tylko być na meczu. Gdyby ktoś go poznał prywatnie, to powiedziałby o nim wiele ciepłych słów.

Janusz Niedźwiedź

Abdul Aziz Tetteh przyjechał na wakacje?

Kibice Widzewa pytali też o braki w składzie i kadrze choćby Krystiana Nowaka czy Abdula Aziza Tetteha. – Miał długą przerwę, chciałbym, by zawsze był z nami, ale on wypadł na wiele tygodni i potrzebuje trochę czasu, by dojść do formy – powiedział o Nowaku trener. Jeśli chodzi o Ghańczyka, to zapewnił, że Tetteh nie przyjechał do Łodzi na wakacje. Po prostu Niedźwiedź wybrał innych środkowych pomocników na ten mecz, m.in. ze względu na ciężką murawę.

Reklama

Padły też pytania o Przemysława Kitę, który zagrał krótko. – Mamy tylko 11 miejsc w składzie. Ostatnio szanse dostał Daniel Villanueva. Przemek wygląda coraz lepiej i stąd też jego wejście na boisko. To, że nie gra więcej to nie kwestia jego formy, ale formy innych – wytłumaczył trener.

Przed Widzewem jeszcze dwa mecze w tym roku. Już w czwartek mecz z Wisłą Kraków w Fortuna Pucharze Polski oraz w niedzielę ostatni ligowy z Chrobrym w Głogowie. Niedźwiedziowi nie spodobało się stwierdzenie jednego z kibiców, że po prostu trzeba dograć ten mecze do końca i zimą wzmocnić drużynę. – Nie lubię takiego mówienia, że musimy dograć. Przed nami dwa finały. Nie chcemy niczego dogrywać. Mamy 38 punktów i chcemy zdobyć kolejne, wygrać w Głogowie. I chcemy też awansować w Pucharze Polski – mówi stanowczo trener Widzewa.

Reklama

Piłka nożna

Janusz NiedźwiedźWidzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama