Trzy punkty po raz dziesiąty! ŁKS bezlitosny dla GKS-u 1962 Jastrzębie

14.11.2020 JASTRZEBIE ZDROJ , UL. HARCERSKA PILKA NOZNA (FOOTBALL) FORTUNA PIERWSZA LIGA SEZON 2020/2021 GKS JASTRZEBIE - LKS LODZ (GAME) NZ. LUKASZ SEKULSKI SYLWETKA STRZAL BRAMKA GOL KARNY JEDENASTKA FOTO JAKUB PIASECKI / CYFRASPORT

Reklama
Czas 3 min czytania

Nie było to (zwłaszcza w pierwszej połowie) wielkie widowisko, ale najważniejszy jest efekt. ŁKS bezlitośnie punktuje rywali z Jastrzębia-Zdroju, zwycięża 3:0 i kontynuuje swoją kapitalną serię meczów bez porażki. Łodzianie nie stracili gola od 380 minut!

Początek meczu lidera Fortuna 1 Ligi z jej przedostatnią drużyną był nieco zaskakujący. GKS Jastrzębie zaczął mecz z łodzianami z większą pewnością siebie i agresją niż Chrobry czy Korona. W pierwszych minutach jastrzębianie nadspodziewanie długo utrzymywali się przy piłce, a ŁKS był zmuszony do pressingu. Niewiele jednak z tego wynikało – ełkaesiacy utrzymywali ciężar gry z dala od swojej bramki i pozwalali głównie na wymiany podań pomiędzy stoperami GKS-u.

Na pierwszą groźną akcję czekaliśmy do 19. minuty, ale bramka, która padła w jej wyniku wynagrodziła nam z nawiązką trudy oczekiwania! Piłka znalazła się w bocznym sektorze boiska przy nodze Samu Corrala (kolejny dowód na to, jak wszechstronna musi być „dziewiątka” w systemie Stawowego). Hiszpan oddał piłkę Antonio Dominguezowi, ten poprowadził ją wzdłuż pola karnego, ułożył sobie futbolówkę na lewej nodze i strzelił zza dwudziestego metra. Trafił w samo okienko – Mariusz Pawełek wyciągnął się niczym struna, ale wobec uderzenia tej klasy był zupełnie bezradny.

Reklama

Po stracie bramki z podopiecznych Pawła Ściebury wyraźnie zeszło powietrze. ŁKS zaczął dyktować warunki gry, a z ławki trenerskiej gospodarzy co i rusz dobiegało głośne „Żyjemy, panowie!”. Końcówka pierwszej połowy sprawiła więcej przyjemności uważnym obserwatorom ruchów poszczególnych formacji czy schematów wychodzenia spod pressingu niż kibicom głodnym emocji, strzałów i sytuacji podbramkowych. ŁKS nie dążył za wszelką cenę do podwyższenia wyniku, a GKS miał problem ze stworzeniem sobie groźnych sytuacji, wskutek czego oglądaliśmy dość bezbarwny kwadrans gry.

Po przerwie zmieniło się niewiele – oglądaliśmy mecz twardy, z dużą ilością walki w środku pola, ale bez fajerwerków pod obiema bramkami. W 51. minucie Jan Sobociński mógł zdobyć gola, który przebiłby swoją urodą kapitalne trafienie Domingueza – wykonując rzut wolny na własnej połowie zauważył wysuniętego Pawełka i uderzył z całej siły. Piłka przefrunęła kilkadziesiąt metrów, ominęła zaskoczonego kapitana GKS-u i odbiła się od słupka – było blisko!

Wraz z upływem czasu obraz gry znów zaczął odbiegać od tego, czego spodziewalibyśmy się po starciu ligowego potentata z ekipą, która przegrała dziewięć z jedenastu dotychczasowych spotkań. Mecz stał się bardziej wyrównany, ale z drugiej strony nareszcie się otworzył i w końcu zobaczyliśmy nieco ruchu w polach karnych obu ekip. W 59. minucie Arndt zatrzymał płaski strzał Kamila Jadacha oddany z obrębu szesnastki. Pięć minut później w polu karnym łodzian zatańczył z piłką Damian Rumin, ale jego uderzenie zostało zablokowane. Z kolei pod bramką Pawełka strzelali głową Pirulo i Sobociński, ale oba uderzenia nie trafiły w światło bramki.

Reklama

Jeśli sobotni mecz śledził przed ekranem komputera Marek Kozioł to z pewnością uśmiechnął się pod nosem w 76. minucie. Pirulo zagrał wówczas znakomitą prostopadłą piłkę do Nawotki, który tuż przed szesnastym metrem stanął oko w oko z… Mariuszem Pawełkiem. Brawurowe wyjście golkipera GKS-u miało dokładnie taki sam finał jak podobne zachowanie jego kieleckiego kolegi po fachu z meczu ŁKS-Korona. Nawotka ze spokojem uderzył na bramkę, piłka minęła Pawełka i wpadła do siatki, dając łodzianom dwubramkowe prowadzenie.

Końcówka spotkania przyniosła kibicom GKS-u jeszcze więcej złych informacji. W 86. minucie Kryspin Szcześniak przepychał się z Sekulskim ruszającym w stronę bramki gospodarzy. Napastnik ŁKS-u padł na murawę, akcję przerwał gwizdek sędziego. Tomasz Wajda  pokazał stoperowi jastrzębian drugą żółtą kartkę i piłkarze Pawła Ściebury musieli kończyć mecz w dziesiątkę.

Minutę później gwizdek arbitra rozbrzmiał ponownie i ponownie zwiastował kibicom GKS-u hiobowe wieści. Tomasz Wajda odgwizdał faul na Dankowskim i wskazał na jedenasty metr od bramki Pawełka. Rzut karny z zimną krwią wykorzystał Łukasz Sekulski, zdobywając swoją szóstą bramkę w sezonie.

Fot. ŁKS Łódź / Cyfrasport

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz