Widzew grał, GKS Tychy wygrał

Widzew - GKS Tychy Marcin Bryja/widzew.com

Reklama


Czas 2 min czytania

Gra w piłkę polega na strzelaniu goli. Niestety, Widzew nie potrafi tego robić, dlatego przegrał z GKS-em Tychy, choć przez 85 minut miał dużą przewagę.

Widzew zaczął mecz z kandydatem do awansu bez trenera Marcina Broniszewskiego na ławce rezerwowych, a na rozgrzewce urazu doznał Jakub Wrąbel. Pierwszy szkoleniowiec, bo to zapewne on decydował o składzie, a nie wpisany do protokołu Kamil Migdał, odpowiadający za przygotowanie fizyczne, nie zdecydował się na poważne zmiany w jedenastce. Wrócił do niej tylko po pauzie za kartki Daniel Tanżyna.

Już na początku kapitalną okazję miał Bartłomiej Poczobut, po świetnej zespołowej akcji, jednak najzwyczajniej się machnął. Szkoda, bo był 14 m od bramki. Później strzelał zza pola karnego, jednak niecelnie. Nie był to jeszcze koniec kiksów, bo Patryk Stępiński tak wykonywał rzut wolny na połowie GKS-u, że podał do rywala. Kontrę musiał zatrzymać faulem Dominik Kun, za co dostał żółtą kartkę. Przed przerwą kiksowali jeszcze Michael Ameyaw i będący na dobrej pozycji Paweł Tomczyk. Następnie znów widzieliśmy źle rozegrany rzut wolny i kontrę tyszan, przerwaną przez Mateusza Michalskiego (żółta kartka).

Reklama

Goście grali po swojemu – licząc na szybkie ataki. Albo błędy rywali. To drugie omal nie przyniosło im powodzenia w 36. minucie, kiedy Vjaceslavs Kurdjavcevs wypuścił piłkę z rąk, ale wyręczyli go koledzy. Widzew odpowiedział natychmiast, gdy po prostopadłym podaniu najlepszego na boisku Marka Hanouska z ostrego kąta uderzał Tomczyk, jednak prosto w bramkarza.

Widzew miał w pierwszej połowie sporą przewagę, grał nieźle, ale nie potrafił tego zamienić na gola. Nic dziwnego, skoro tylko dwie drużyny w Fortuna 1. Lidze trafiały dotąd do siatki mniej od niego. Są to GKS Bełchatów i Resovia.

Po przerwie tempo gry trochę spadło. Widzew już nie był tak agresywny, a GKS nie zmienił asekuracyjnej taktyki. Niewiele się działo na boisku i dopiero w 66. minucie po przechwycie piłki w środku w dobrej sytuacji był Michalski, lecz trafił prosto w bramkarza. Wszystkie strzały widzewiaków były mocne, ale nie sprawiały kłopotów Konradowi Jałosze. Były szanse, żeby lepiej rozegrać akcje, brakowało jednak albo precyzji, albo pomysłu. To sprawiało, że przewaga nie przynosiła efektów. Przyczyną są zapewne słabe umiejętności większości zawodników.

Reklama

Nieudolność pod bramką zemściła się w końcówce. GKS zmarnował dwie kontry, w trzeciej jednak wykorzystał okazję. Negatywnym bohaterem był Bartłomiej Poczobut, który najpierw odpuścił Łukasza Grzeszczyka na lewej stronie, ten dośrodkował, Kudrjavcevs wybił piłkę przed siebie, a kapitan Widzewa (Poczobut) pozwolił Kargulewiczowi kopnąć do bramki. Gospodarzy dobił Grzeszczyk po rzucie karnym w doliczonym czasie gry.

Wygrała drużyna lepsza, ale potrafiąca strzelać gole. Dla Widzewa to za duża szuka.

Widzew Łódź – GKS Tychy 0:2 (0:0)

0:1 – Kargulewicz 89.

0:2 – Grzeszczyk 90.+3 z karnego

Widzew: Kudrjavcevs – Stępiński, Nowak, Tanżyna (84. Grudniewski), Becht – Kun, Poczobut, Hanousek, Michalski (77. Kosakiewicz), Ameyaw (67. Samiec-Talar) – Tomczyk (67. Robak)

GKS: Jałocha – Mańka (64. Połap), Nedić, Szymura, Szeliga – Biel (68. Moneta), Norkowski (86. Kargulewicz), Żytek, Grzeszczyk, Piątek (68. Steblecki) – Lewicki

Żółte kartki: Kun, Poczobut, Michalski, Samiec-Talar, Robak – Nedić

Reklama

Piłka nożna

Widzew Łódź

Dodaj komentarz