Widzew powinien zakończyć ligę młodymi

Fot. Łódzki Sport

Reklama
Czas 4 min czytania

Tytuł tego artykułu zaczerpnęliśmy z mediów społecznościowych. Według wielu kibiców, w ostatnich meczach sezonu, szansę gry powinni dostać wychowankowie Widzewa.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Widzew nie awansuje w tym sezonie do PKO Ekstraklasy. Rośnie przewaga innych drużyny i nie podnosi się forma piłkarzy czerwono-biało-czerwonych. Do końca rozgrywek pozostało pięć meczów. Wiadomo też, że aż szesnastu piłkarzom kończą się latem kontrakty. Nie ma już większego sensu, by ci, których w Widzewie nie chcą zatrzymać, grali w ostatnich spotkaniach. Pisaliśmy już, że szans na nowy kontrakt nie ma m.in. Mateusz Możdżeń i on rzeczywiście już nie gra. Ostatnie mecze spędził na ławce rezerwowych i nie ma raczej szans, by się to zmieniło. I to wydaje się logiczne, bo 30-latek zawodził właściwie przez większość sezonu. Brakuje mu zaangażowania, z grą w piłkę też było nie najlepiej.

Czy Kosakiewicz wciąż powinien grać?

Zadziwiające rzeczy dzieją się za to na bokach defensywy. W ostatnim meczu z Resovią po prawej stronie grał Łukasz Kosakiewicz, a po lewej prawonożny Patryk Stępiński. Temu pierwszemu też kończy się kontrakt. Przez cały sezon zawodził. Nie licząc kilku asyst, popełniał fatalne błędy w obronie. W Rzeszowie znów się nie popisał, bo miał udział przy pierwszym golu dla rywali. Bez sensu faulował jednego z przeciwników i gospodarze mieli rzut wolny, który zamienili na bramkę. W drugiej połowie Kosakiewicz przeszedł już samego siebie – faulował rywala za co słusznie zobaczył żółtą kartkę. Tak faulował, że sam doznał kontuzji.

Reklama

Nie wiemy, jak poważny jest to uraz, ale chyba lepiej by było, gdyby dokończył sezon na ławce, albo na trybunach. Tym bardziej, że trener Marcin Broniszewski ma kogo wystawiać na bokach defensywy. Nie musi stawiać na zawodzącego Kosakiewicza, który w dodatku latem nie będzie już graczem Widzewa.

Co z Bechtem i Mikuliciem?

Po prawej stronie obrony może grać Stępiński, dla którego jest to nominalna pozycja. Po lewej do wyboru są Filip Becht oraz Petar Mikulić, który wrócił już do pełnej sprawności i do gry – na razie występuje w rezerwach. Obaj piłkarze są młodzi, obaj mają kontrakty do końca czerwca 2022 roku. Obaj grzeją ławę. 19-letni Becht swój ostatni mecz rozegrał 6 marca. Wszedł na boisko w derbach Łodzi, by zablokować lewą stronę boiska.

Nie radził sobie tam zupełnie Kacper Gach, którego Widzew wypożyczył do końca sezonu z Podbeskidzia Bielsko-Biała. On też popełnia błąd za błędem, ale o dziwo ma pierwszeństwo gry właśnie przed Bechtem. Ten spisał się dobrze przeciwko ŁKS-owi po wejściu na boisko. Nie zawiódł też w poprzednich meczach, w których grał. Owszem, popełniał błędy, ale nie były to tak koszmarne wpadki, jakie zdarzały się i Kosakiewiczowi, i Gachowi, a nawet Stępińskiemu, który ostatnio sprokurował rzut karny i był ogrywany jak dziecko. Do tego Becht potrafił zdobyć gola, bo podłączył się do akcji w jesiennym meczu z Miedzią Legnica. Niewiele brakowało, by była to bramka zwycięska.

Reklama

Dawać młodych!

Sytuacja Bechta czy Mikulicia wydaje się oczywista. Wielu kibiców apeluje jednak także o to, by w ostatnich meczach sezonu dać szansę młodym piłkarzom z rezerw. Co prawda Widzew II gra tylko w piątej lidze, ale są tam piłkarze, którzy mają umiejętności i potencjał na grę o wiele wyżej. To dobry czas, by rzucić ich na wiele głębszą wodę.

Do tej pory Broniszewski i jego poprzednik Enkeleid Dobi ograniczali się tylko do zaproszenia na treningi pierwszej drużyny pojedynczych graczy z rezerw. Ostatnio takiego zaszczytu dostąpił m.in. Jakub Kmita. Tak na marginesie, 19-latkowi, który może grać w pomocy i w ataku, też niedługo kończy się kontrakt. W Widzewie zarabia na migawkę, a – jak oceniają trenerzy – ma talent. Jeśli działacze się nie pośpieszą, to nastolatek znajdzie sobie nowy klub, a Widzew będzie szukał młodzieżowców po całej Polsce. Dlaczego teraz nie dać szansy Kmicie w Fortuna 1 Lidze? Widzew chwalił się tym talentem już w 2018 roku, gdy piłkarz był 17-latkiem. Kiedy będzie lepsza okazja, by doczekał się debiutu?

Jakub Kmita Fot. widzew.com

To samo dotyczy choćby Dawida Owczarka (grał już w sparingach pierwszej drużyny), Jakuba Mamełki, Dawida Telestaka, czy choćby Mateusza Malca. Nim też Widzew się już chwalił. W ubiegłym roku 17-latek był z pierwszą drużyną na zgrupowaniach w Cetniewie i Turcji. Wciąż jednak gra tylko w okręgówce, a Broniszewski na skrzydle wystawia choćby Dominika Kuna, jak w ostatnim meczu z Resovią. – Od małego, mając 5-6 lat, marzyło mi się, żeby zagrać na stadionie z taką publicznością, w klubie z taką historią. Widzew to jest duży klub, ale samo bycie w nim nie jest dla mnie ostatecznym celem. Za 10-15 lat chciałbym się zapisać w jego historii – mówił Malec w rozmowie z oficjalną stroną klubu w maju ubiegłego roku. Kiedy ma zacząć, jak nie teraz?

„Trzeba to robić z głową”

O danie szansy młodym widzewiakom zapytaliśmy Sławomira Gulę, wychowanka Widzewa, który zdobył z nim mistrzostwo Polski w 1996 roku. – Jestem jak najbardziej za tym, by wprowadzać młodych do zespołu. Trzeba to jednak robić z głową, bo łatwo byłoby im teraz zrobić krzywdę. To mogłoby być wsadzenie ich na minę. Gdyby inni w koło grali dobrze, to byłoby łatwiej, ale w Widzewie właściwie nikt nie gra dobrze – mówi „Łódzkiemu sportowi”. – Gdy ja wchodziłem przed laty do pierwszej drużyny, czy jakiś inny młody zawodnik, to trener mówił nam, że w razie czego mamy oddawać piłkę Leszkowi Iwanickiemu i on już będzie wiedział, co z nią zrobić. A teraz komu mają oddawać?

Fot. widzew.com

Gula przypomina, że pierwsza drużyna gra w pierwszej lidze, a druga w piątej. – To przepaść. Błędem jest, że zdolni młodzi chłopcy grają tak nisko i co tydzień rywalizują z piłkarzami, którzy trenują dwa, może trzy razy w tygodniu, bo przecież normalnie pracują. Widzew powinien mieć umowę z klubem trzeciej, drugiej ligi z regionu i tam ogrywać chłopaków. Jeśli młody piłkarz na tym poziomie by się wyróżniał, to w kolejnym sezonie można byłoby go wprowadzić do pierwszej drużyny – uważa były widzewiak.

Gula jest jednak za tym, by w ostatnich meczach tego sezonu dać szansę młodym. – Ale tak jak powiedziałem – z głową, by ich nie spalić. Ambicji na pewno im nie zabraknie, ale trzeba im pomóc na boisku. Na pewno trzeba zrobić przegląd wojsk. Wystawianie teraz do gry kogoś, kto zawodził cały czas i odejdzie po sezonie, nie ma żadnego sensu – twierdzi.

Autor: Janek

Piłka nożna

Dodaj komentarz