Reklama
Reklama
Reklama

Wstyd! Fatalny Widzew traci punkty ze słabeuszem

Czas 3 min czytania
Wstyd! Fatalny Widzew traci punkty ze słabeuszem

Patryk Lipski, Górnik Polkowice - Widzew Łódź/fot. Marcin Bryja

Widzew nie poradził sobie z Górnikiem Polkowice. Po bardzo słabej grze tylko zremisował z najgorszą drużyną w Fortuna 1. Lidze.

Reklama

Tak jak się spodziewano, do pierwszego składu wobec pauzy za kartki Dominika Kuna wskoczył Patryk Lipski. To on miał w środku pola kreować grę Widzewa. Co ciekawe, chociaż łodzianie mierzyli się z najsłabszą drużyną ligi, to nominalni środkowi napastnicy: Bartosz Guzdek i Mattia Montini, ponownie zaczęli mecz na ławce. W ataku znów ustawiony był Bartłomiej Pawłowski.

Zdobycie trzech punktów w pojedynku z Górnikiem było obowiązkiem Widzewa, chociaż w piłce nic nie jest oczywiste. W niedzielę przekonało się o tym Podbeskidzie Bielsko-Biała, które ma chęć nawet na bezpośredni awans. Tymczasem przegrało z Puszczą Niepołomice 2:4. Po trzy punkty w tej kolejce dopisały sobie jednak Korona Kielce, Arka Gdynia i GKS Tychy, więc Widzew musiał wygrać, by zachować nad nimi bezpieczną przewagę.

Reklama

Tempo jak na meczu oldbojów

Zespół trenera Janusza Niedźwiedzia był zdecydowanym faworytem meczu i może to paraliżowało piłkarzy z Łodzi, bo grali po prostu bardzo słabo. Mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo tempo akcji widzewiaków to było tempo meczu oldbojów. Przykro było patrzeć na przechadzających się po murawie piłkarzy w czerwonych strojach. Naprawdę, to wręcz nie wypada drużynie, która walczy o awans do PKO Ekstraklasy. Nie pisząc już o tym, że po prostu nie wypada to Widzewowi.

Co ciekawe, gdy goście przyśpieszali od czasu do czasu grę, to pod bramką Górnika zaraz było groźnie. Tak było choćby w 15. minucie, kiedy przed szansą stanął Paweł Zieliński, ale strzelił za słabo, oraz kilka minut później, gdy na indywidualny rajd zdecydował się Karol Danielak i zakończył go uderzeniem po ziemi tuż obok bramki. Właściwie na odnotowanie zasługuje może jeszcze tylko strzał z dystansu Lipskiego z 28. minuty, ale i on był niecelny.

Gospodarze też mieli swoje okazje. To przede wszystkim szansa Mateusza Piątkowskiego z 12. minuty. Na szczęście piłka minęła słupek od zewnętrznej strony.

Reklama

Na pewno nie było widać aż 29 punktów różnicy między obiema drużynami w tabeli. Obie były na tym samym fatalnym poziomie. Do przerwy było 0:0, a do tego Widzew stracił Jakuba Wrąbla, który przy interwencji po rzucie rożnym wpadł na Martina Kreuzrieglera i chyba skręcił staw skokowy. Musiał zejść z boiska i nie wiadomo, kiedy będzie gotowy do gry.

Widzew atakuje, ale mu nie wychodzi

Po przerwie widzewiacy ruszyli do ataku i w 50. minucie oddali drugi celny strzał w tym meczu. Bramkarz Górnika odbił jednak piłkę po uderzeniu Kristoffera Normanna Hansena. Na kolejny strzał, który leciał w bramkę, trzeba było poczekać 10 minut. Uderzenie Danielaka nie zrobiło jednak dużego wrażenia.

Widzewiacy starali się jakby bardziej niż po przerwie, ale w piłkę wciąż grali źle. Trudno im było skonstruować jakąś dobrą składną akcję. Sporo było niecelnych podań, słabe było też wychodzenie na pozycje, pokazywanie się koledze, który akurat był przy piłce. Łodzianie nie byli w stanie niczym zaskoczyć najgorszej drużyny Fortuna 1. Ligi.

Reklama

W 65. minucie doczekaliśmy się zmian. Na boisko weszli Daniel Villanueva i Bartosz Guzdek, Widzew przeszedł też na ustawienie z dwoma napastnikami, a to dawało nadzieję, że coś zmieni się na lepsze. Tyle tylko, że kilka minut później to gospodarze mieli świetną szansę. Na szczęście po zamieszaniu w polu karnym Konrad Reszka odbił piłkę nogami i uratował Widzew. „Oni słabi są!” – krzyknął ktoś z trybun o łódzkiej drużynie i miał rację.

I w 78. minucie Górnik powinien prowadzić. Piłkę przed bramką dostał Mariusz Szuszkiewicz, ale strzelił obok bramki. Gospodarze zrozumieli zresztą, że Widzew jest do pokonania (Górnik wygrał w całym sezonie tylko jeden mecz) i zaczęli się śpieszyć.

Na kilka minut przed końcem po czerwonej kartce z boiska wyleciał Michał Bojdys i Widzew miał trochę czasu w przewadze. Mimo to kolejną szansę mieli polkowiczanie. Ofensywna gra łodzian właściwie nie istniała. Wciąż w oczy rzucały się niecelne podania.

Reklama

I tak, już bez żadnej okazji bramkowej, nawet bez odważniejszych prób, Widzew dograł mecz do końca. Stracił dwa punkty, które mogę mieć ogromne znaczenie w walce o PKO Ekstraklasę.

Górnik Polkowice – Widzew Łódź 0:0

Górnik: Szymański – Bojdys Ż, CZ 87., Biernat (73. Opałacz Ż), Ratajczak – Fryzowicz, Purzycki Ż (69. Makuch), Kozubal, Karmelita Ż – Hafez (73. Szuszkiewicz Ż), Sobków Ż – Piątkowski Ż (84. Baranowski).

Reklama

Widzew: Wrąbel (44. Reszka) – Stępiński, Nowak, Kreuzriegler Ż – Zieliński, Hanousek, Lipski Ż (88. Terpiłowski), Gołębiowski (88. Michalski) – Hansen (65. Villanueva), Danielak (65. Guzdek) – Pawłowski.

Piłka nożna

Widzew Łódź

Dodaj komentarz

Reklama