Reklama
Reklama

ŁKS po rundzie jesiennej. Jest… zaskakująco

Czas 4 min czytania
ŁKS po rundzie jesiennej. Jest… zaskakująco

fot. Marian Zubrzycki

Mogło być lepiej, czy na szczęście nie było gorzej? ŁKS po rundzie jesiennej.

Reklama

ŁKS zakończył rundę jesienną meczem z GKS-em Katowice. O łódzkim klubie więcej pisało się w kontekście problemów organizacyjnych niż wyników sportowych, ale nie ma chyba osoby interesującej się pierwszą ligą, która nie byłaby zaskoczona rezultatami Rycerzy Wiosny osiąganymi w poszczególnych meczach. Runda jesienna ŁKS-u przybrała kształt sinusoidy. Od zwycięstwa nad niepokonaną Miedzią Legnica, do upokarzającej porażki z Resovią.

Trener ŁKS-u to cudotwórca, a dyrektor sportowy…

Kibu Vicuna trener ŁKS-u to cudotwórca. Niedawno na łamach Łódzkiego Sportu pisaliśmy: „Na początku Hiszpan radził sobie doskonale. W pierwszych czterech meczach pod jego wodzą ŁKS zdobył osiem punktów. Chociaż w spotkaniach ze Skrą czy Puszczą Niepołomice można, a nawet trzeba było narzekać na styl Rycerzy Wiosny, to seria czterech meczów bez porażki robiła wrażenie. Im dłużej sezon trwał, tym było gorzej. Zwycięstwo z Miedzią Legnica, przeplatały porażki z Resovią i Podbeskidziem. Do problemów organizacyjnych doszła plaga kontuzji. „Sir Kibu” nie poddawał się jednak i jak z rękawa wyciągał kolejnych zawodników z rezerw.” Po 16. meczach pierwszej ligi Vicuna ma średnią 1.56 punktu na mecz. Przed sezonem większość ludzi z ŁKS-em związanych uznałaby ją za porażkę, bo przecież zwolniony za niezadawalające wyniki Wojciech Stawowy, w pierwszoligowej rundzie jesiennej zdobywał średnio dwa punkty na mecz, a Kazimierz Moskal 1.75 punktu. Pochodzący z Krakowa trenerzy radzili sobie o niebo lepiej od Vicuny tylko, że…

Reklama

Żaden z nich nie musiał mierzyć się z problemami jakie na swojej drodze spotyka Hiszpan. Pierwszym z nich była plaga kontuzji w drużynie. W trakcie rundy mniejszych, bądź większych urazów nabawili się: Maciej Dąbrowski, Mateusz Bąkowicz, Mieszko Lorenc, Adrian Klimczak, Dawid Arndt, Marek Kozioł, Michał Trąbka, Ricaridnho, Anotnio Dominugez, Pirulo, Bartosz Szeliga, Jakub Tosik, Maksymilian Rozwandowicz, Nacho Monsalve, Jan Sobociński, Adam Marciniak, Piotr Janczukowicz, Stipe Jurić, Javi Moreno. Tak naprawdę oprócz Mikkela Rygaarda, którego już w Łodzi nie ma każdy z zawodników pierwszej drużyny ŁKS-u, leczył mniejszy bądź większy uraz. Nawet niezmordowany do tej pory Maciej Wolski z powodu urazu opuścił mecz z GKS-em Katowice.

Miejsce kontuzjowanych zajmowali zawodnicy z rezerw, którzy ze swoich zadań wywiązywali się nadzwyczaj dobrze. To Vicuna zaufał Oskarowi Koprowskiemu, Maciejowi Radaszkiewiczowi, Bąkowiczowi i Lorencowi, którzy prawdopodobnie wiosną będą najważniejszymi filarami drużyny Rycerzy Wiosny. Z drugiej strony pewien rodzaj naiwności sprawia, że trener nie radzi sobie najlepiej ze zmianami. Jego korekty na pewno nie pomogły utrzymać prowadzenia w meczach z Widzewem i GKS-em Jastrzębie.

Reklama

Dyrektor sportowy ŁKS-u znowu się nie popisał. Z sześciu pozyskanych latem piłkarzy broni się tylko transfer Marka Kozioła. Doświadczony bramkarz jest lepszą wersją Arkadiusza Malarza chociaż też nie jest w stanie ustrzec się prostych błędów. Oprócz Kozioła do klubu przyszli Jurić, Monsalve, Moreno, Szeliga, i Jan Kuźma. Żaden z nich znacząco nie odmienił gry łódzkiej drużyny. Jurić strzelił dwie bramki, długo leczył kontuzję, a kiedy pojawiał się na boisku to prezentował się tak jakby kompletnie nie był przygotowany do gry. Monsalve to chodzące nieporozumienie. W czterech meczach rozegrał dla ŁKS-u 78 minut. Przez resztę czasu leczył coraz to nowe kontuzje. Moreno to typowy „jeździec bez głowy”, oprócz kilku efektownych dryblingów nie pokazał nic i w żaden sposób nie pomógł drużynie. Szeliga został wybrany najlepszym prawym obrońcą sezonu 2020/2021. Po przejściu do ŁKS-u chyba zapomniał jak gra się w piłkę, albo problemy pozasportowe były dla niego na tyle przytłaczające, że nie był nawet w pierwszej trójce najlepszych obrońców ŁKS-u, a co dopiero pierwszej ligi

Reklama

. Na konto Krzysztofa Przytuły, ale i Tomasza Salskiego idzie też transfer Mikkela Rygaarda. Duńczyk rozwiązał kontrakt z ŁKS-em z winy klubu, bo podobnie jak reszta piłkarzy nie otrzymywał wynagrodzenia. Być może sprawę dałoby się załatwić inaczej. Niestety, jeżeli wierzyć jego słowom władze łódzkiego nie popisały się –   W ogóle nie było dialogu z klubem. Mogli się ze mną skontaktować, kiedy otrzymali moje wezwanie do zapłaty, a wtedy mogliśmy znaleźć rozwiązanie. Szczerze myślę, że to nieprofesjonalne. Gdyby nie chcieli mnie w klubie, moglibyśmy usiąść i znaleźć rozwiązanie na styczeń, ale oni się ze mną nie kontaktowali i po prostu pozwolili mi odejść, myślę, że to dziwne. – powiedział dla duńskiego portalu campo.dk Rygaard.

Liderzy (nie) zawiedli

Którzy piłkarze są liderami ŁKS-u? Pół roku temu jednym tchem wymienilibyśmy Domingueza, Pirulo i Ricardinho. W tym sezonie żaden z nich nie prezentuje takiej jakości piłkarskiej jakiej się po nich spodziewano. Dominguez doznał kontuzji w pierwszym meczu sezonu, ale wrócił do gry już dwa miesiące temu i nadal nie może wrócić do formy. Pomocnik rozegrał dziewięć meczów, w których strzelił dwie bramki – w pierwszej i ostatniej kolejce rundy jesiennej. Jego trafienia dały ŁKS-owi cztery punkty. Dla porównania – dwa gole wyciągniętego z rezerw Macieja Radaszkiewicza zapewniły łodzianom sześć oczek. Najlepiej zarabiający w ŁKS-ie Ricairdnho nie strzelił żadnej bramki, ani nie asystował. Brazylijczyk zachowuje się jakby na boisku przebywał za karę. O Pirulo wiceprezes PZPN Adam Kaźmierczak powiedział – Nie wiem, czy powodem słabszej formy Pirulo i Ricardinho jest frustracja. Niewątpliwie tych dwóch zawodników nie daje ŁKS-owi tyle ile może. Mamy 12 kolejkę, a Pirulo może w dwóch meczach zagrał na swoim poziomie. Dobrego meczu Ricardinho w tym sezonie nie widziałem. – Skrzydłowy strzelił w tej rundzie pięć bramek i pięć razy asystował. Wynik teoretycznie bardzo dobry, ale jeżeli popatrzymy na niego szczegółowo okaże się, że bramki Pirulo dały ŁKS-owi tylko trzy punkty z Miedzią Legnica, a dzięki jego asystom łodzianie zremisowali z GKS-em Tychy i wygrali ze Stomilem Olsztyn.

ŁKS potrzebował nowych liderów. W tę rolę weszli zawodnicy z rezerw. Podstawowym i wyróżniającym się na tle ligi obrońcą stał się Oskar Koprowski, który pół roku temu z drugą drużyną ŁKS-u wywalczył awans do trzeciej ligi. Kiedy pochodzący z Głowna piłkarz grał na pozycji stopera, łodzianie zdobyli w pięciu meczach aż 11 punktów. Równie ważny jest Radaszkiewicz. Napastnik może nie błyszczy umiejętnościami technicznymi, ale jest świetnie przygotowany kondycyjnie i nigdy nawet na moment nie odpuszcza. Nie raz trener zmuszony był go zmieniać, bo Radaszkiewicz dał z siebie wszystko i w ostatnich minutach meczu po prostu nie miał siły na więcej. Mateusz Bąkowicz i Mieszko Lorenc to przyszłość łódzkiego klubu i niezła lokata kapitału. Młodzi obrońcy spisują się dużo lepiej od ich starszych kolegów. Bąkowicz został nawet wybrany przez Piłkę Nożną objawieniem lata, a dzięki świetnej grze w defensywie Lorenca, ŁKS wygrał z Miedzią Legnica.

Reklama

Co dalej z ŁKS-em?

Co dalej z ŁKS-em? Na to pytanie próbują odpowiedzieć sobie wszyscy: od ekspertów, przez kibiców, aż pewnie po prezesa łódzkiego klubu. Rozgrywana awansem runda wiosenna może dać w gabinetach przy al. Unii większy komfort w selekcji. Wiadome jest, że przez problemy finansowe łodzian czeka spore przemeblowanie w składzie. Prawdopodobnie odejdą najlepiej zarabiający zawodnicy tacy jak: Jakub Tosik, Pirulo, Ricardinho. Na pewno bliscy odejścia są Adrian Klimczak i Michał Trąbka, których podobno kusi kilka klubów z ekstraklasy. Pesymiści liczą ile punktów potrzebne będzie do utrzymania, optymiści wierzą, że po wygranym, zaległym meczu z Chrobrym ŁKS zaatakuje miejsca barażowe. O błędach popełnionych przez ludzi zarządzających łódzkim klubem napisano już wystarczająco dużo. Wiosną czas najwyższy żeby je naprawić.

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz

Reklama