Trener ŁKS-u: „W drugiej połowie weszliśmy na wyższy poziom”

fot. ŁKS Łódź / Cyfrasport

Reklama


Czas 2 min czytania

„Wierzę, że do następnych meczów podejdziemy już ze spokojniejszą głową i z większą pewnością siebie” – mówi Ireneusz Mamrot.

-Myślę, że w pierwszych minutach po zespole było widać nasze ostatnie wyniki. W tym tygodniu pracowaliśmy bardzo mocno nad przygotowaniem mentalnym, ale widać było, że w podświadomości zawodników pozostawały nasze ostatnie mecze. Trzeba powiedzieć uczciwie, że po pierwszej połowie mogliśmy być zadowoleni, że nie przegrywamy. Cieszę się, że odpowiednie wskazówki w szatni sprawiły, że w drugiej połowie zagraliśmy zupełnie inaczej. Szkoda straconej bramki, bo trzeba utrzymywać koncentrację do końca i unikać takich nerwowych końcówek. Ważne, że potrafiliśmy wygrać. Wierzę, że do następnych meczów podejdziemy już ze spokojniejszą głową i z większą pewnością siebie – podsumował mecz z Koroną trener ŁKS-u.

“Przed przerwą graliśmy słabiej jako drużyna”

Ireneusz Mamrot skomentował przemianę, jaką jego zespół przeszedł w przerwie meczu. -Przed przerwą graliśmy słabiej jako drużyna. W drugiej połowie cały zespół wszedł na wyższy poziom, choć zmiany na pewno w tym pomogły. Dobrym przykładem jest Tomek Nawotka, który zagrał dziś dwie różne połowy. W przerwie zwracałem mu uwagę na to, by częściej podłączał się do akcji ofensywnych. Widziałem też, że nie wykorzystywał ruchu zawodników ofensywnych – Ricardinho czy Pirulo, którzy dobrze się poruszali. Już na początku drugiej połowy zagrał kilka bardzo dobrych piłek i było widać, że przerwa pozytywnie na niego wpłynęła – ocenił Mamrot.

Reklama

“Nie uważam, żebyśmy grali nonszalancko”

Szkoleniowiec „Rycerzy Wiosny” został także zapytany o to, dlaczego jego zespół dał sobie strzelić w końcówce bramkę kontaktową. -Nie uważam, żebyśmy grali nonszalancko. Graliśmy raczej w zdyscyplinowany sposób. W drugiej połowie graliśmy z większą determinacją, ale Korona w końcówce przesunęła do przodu dużo większą liczbę zawodników. Środkowi obrońcy zaczęli się podłączać do akcji ofensywnych i stwarzać przewagę liczebną. Nie mieli nic do stracenia i zaryzykowali. W takiej sytuacji można albo strzelić bramkę i zamknąć mecz albo – tak jak w naszym wypadku – stracić bramkę – odpowiadał Mamrot.

Reklama

Piłka nożna

ŁKS Łódź

Dodaj komentarz