Widzew jest na sprzedaż. Ale nie za wszelką cenę

Kibice Widzewa Fot. Marian Zubrzycki

Reklama
Czas 2 min czytania

Miała być szybka sprzedaż spółki, budżet w wysokości 70 mln zł i mocarstwowe plany. Okazało się, że żadna oferta kupna Widzewa nie przekonała członków stowarzyszenia. Bo nie mogła…

“9 marca 2021 roku Stowarzyszenie Reaktywacja Tradycji Sportowych Widzew Łódź odbyło dyskusję na temat złożonych ofert inwestycyjnych. Żadna z ofert nie uzyskała akceptacji ze strony właściciela Widzewa” – tak zaczyna się oświadczenie klubu (całość tutaj). Dalej wymieniane są przyczyny, z powodu których odrzucono trzy propozycje.

Najwięcej emocji wywoływała tzw. oferta z Hiszpanii. Potencjalnych inwestorów reprezentował prawnik Moises Israel Garzon. Meczyki.pl napisały kilkanaście dni temu, że klub już został sprzedany konsorcjum (po czym wycofały się), które jest właścicielem Numancji, a “Przegląd Sportowy” w ubiegłym tygodniu sugerował, że stanie się to w połowie marca. Jak napisała “Gazeta Wyborcza“, tajemnicze konsorcjum oferowało 4,5 mln euro za większość udziałów w Widzewie. Stawiało jednak warunki: m.in. wyłączność na negocjacje, a w razie ich zerwania ponad 100 tys. euro odszkodowania.

Reklama

– Pewne propozycje były dla nas nie do zaakceptowania. Ograniczały nas m.in. w rozmowach z innymi potencjalnymi oferentami. Wystosowaliśmy jednak oficjalne zaproszenie do rozmów. Zaprosiliśmy zainteresowanego kupnem Widzewa do Łodzi (…). Czekamy na odpowiedź, czy jest zainteresowany dalszymi negocjacjami i kupnem pakietu akcji – mówił w “Wyborczej” Piotr Pietrasik, prezes SRTS Widzew.

Okazuje się też, że nie było pewności, kto stoi za propozycją z Hiszpanii. Ponoć jest to tajemniczy kapitał z Ekwadoru. W Widzewie entuzjazm spadł, gdy okazało się, że inwestorzy niedawno wypłacili sobie w Numancji 5 mln euro dywidendy i chcieli mieć takie samo prawo w Widzewie. Wymagało to zmiany w statusie widzewskiej spółki, która jest non profit.

Była też propozycja z Belgii, za którą stała polska grupa menedżerska “Fabryka Futbolu”. Pietrasik twierdzi, że została ona definitywnie odrzucona, gdyż była niekorzystna dla klubu.

Reklama

Jest jeszcze trzecia oferta – z Polski. Chętni – ludzie z Łodzi i Lublina – dotąd nie mieli wiele wspólnego z piłką nożną. Według prezesa SRTS Widzew, poprosili oni o więcej czasu na przedstawienie szczegółów. Szanse są jednak niewielkie, bo klub chce zarobić tyle, by zbudować centrum treningowe.

SRTS, czyli właściciel widzewskiej spółki, po raz pierwszy oficjalnie ogłosił, że chce ją sprzedać (w grę wchodzi przejęcie 79 proc. akcji). “Stowarzyszenie podkreśla, że jest otwarte na propozycje inwestycyjne od innych podmiotów i każdą ofertę podda wnikliwej analizie. Takie propozycje można kierować do Stowarzyszenia i na pewno zostaną one rozważone” – kończy się oświadczenie.

Piłka nożna

Widzew Łódź

Dodaj komentarz