Reklama
Reklama

Szefowie Widzewa: Postaramy się o wzmocnienia

Czas 3 min czytania
Szefowie Widzewa: Postaramy się o wzmocnienia

Tomasz Stamirowski , nowy właściciel Widzewa Fot widzew.com

W Widzewie zdają sobie sprawę, że drużynę trzeba wzmocnić. – Myślimy o transferach. Ale jest jeszcze kwestia naszych możliwości i dostępu piłkarzy – zaznacza właściciel Widzewa Tomasz Stamirowski.

Reklama

W poprzednim sezonie, przed zimową przerwą, ŁKS zajmował trzecie miejsce w tabeli Fortuna 1. Ligi. Wtedy rozegrano 17. kolejek. Pierwsza była Bruk-Bet Termalica Nieciecza (42 punkty), a drugi Górnik Łęczna (32). Drużyna z al. Unii miała tyle samo punktów. O dwa wyprzedzała Radomiaka, o trzy – Arkę Gdynia. Prezes Tomasz Salski uznał, że sytuacja nie jest najlepsza i sięgnął głębiej do kieszeni. Stąd transfery bardzo drogich piłkarzy, czyli Ricardinho i Mikkela Rygaarda. Salski postawił wszystko na jedną kartę. Wiemy już, że przegrał, bo mimo takich wzmocnień ŁKS-owi nie udało się awansować. Zostały długi i problemy finansowe.

Aż 12 chętnych do awansu!

W ostatni poniedziałek zakończyły się tegoroczne rozgrywki. Po pierwszej rundzie i trzech meczach już z rundy rewanżowej prowadzi Miedź Legnica (44), a Widzew jest drugi (39). Grupa pościgowa jest jednak bardzo liczna. Tak naprawdę o PKO Ekstraklasę wiosną może walczyć aż dwanaście drużyn!

Reklama

Oprócz Miedzi i Widzewa, również Korona Kielce, Podbeskidzie Bielsko-Biała, Sandecja Nowy Sącz, GKS Tychy, Arka Gdynia, Chrobry Głogów, ŁKS, Odra Opole, a nawet Resovia i Skra Częstochowa. Być może wymienianie tych dwóch ostatnich drużyn w kontekście walki o baraże to absurd, ale prawda jest taka, że obie tracą do szóstej lokaty tylko po 3 punkty. To jeden wygrany mecz. A przecież, np. Skra to bardzo nieobliczalna drużyna.

CZYTAJ TEŻ: Jesień Widzewa. Kto na plus, kto na minus?

Reklama

Każda z tych drużyn zapewne zimą będzie wzmocniona. Wszystko na jedną kartę muszą postawić choćby w Kielcach, bo Korona ma od dawna kłopoty finansowe i jedynym ratunkiem wydaje się awans do PKO Ekstraklasy, gdzie można liczyć na duże pieniądze.

Reklama

Skauci Widzewa obserwują

W Widzewie też wiedzą, że trzeba walczyć o awans. Trener Janusz Niedźwiedź zapowiedział, że będą wzmocnienia. Podczas poniedziałkowego opłatka w klubie prezes Mateusz Dróżdż też zapowiadał transfery, ale na pewno nie będzie wielkiej rewolucji. Nie będzie więc takiej ofensywny, jak ŁKS-u rok temu. – Myślimy o wzmocnieniach, ale pamiętajmy, na jakim etapie jest Widzew. My go dopiero budujemy. Poza tym okno zimowe jest trudniejsze, niż letnie – mówił dziennikarzom.

I dodał, że nie chodzi o to, by wziąć pięciu czy siedmiu nowych zawodników tylko dlatego, by dokonać transferów. – Mamy bardzo liczną kadrę. Od sztabu szkoleniowego wymagałbym raczej rozwinięcia piłkarzy, których już mamy – powiedział.

Na myśli miał m.in. Abdula Aziza Tetteha, który zawiódł jesienią i Radosława Gołębiowskiego, który stracił formę z początku sezonu.

Reklama

– To jest główny cel. Transfery oczywiście są bardzo ważne, ale nie będziemy robić pochopnych ruchów.

– prezes Mateusz Dróżdż

Jak już pisaliśmy, skauci Widzewa, z dyrektorem Tomaszem Wichniarkiem na czele, od dawna obserwują piłkarzy pod kątem przydatności do gry w Widzewie. – Określiliśmy wspólnie, jakich piłkarzy szukamy, jaki jest profil zawodników. Oglądamy też materiały wideo. Nasza grupa jest więc przygotowana – zapewniał we wtorek Niedźwiedź.

Widzew szuka głównie lewonożnego stopera, piłkarza na lewe wahadło, bramkarza oraz gracza do środka – napastnika/bardzo ofensywnego pomocnika. Z przeprowadzonych analiz wynika, że właśnie z lewej strony przeciwnicy zagrażali łódzkiej drużynie najbardziej, stąd poszukiwanie stopera na tę stronę. Z kolei na lewym wahadle gra Fabio Nunes, który jest słabszy w defensywie, a Gołębiowski stracił formę. Potrzebny jest też mocniejszy zmiennik dla Jakuba Wrąbla, a także ofensywny gracz, który potrafiłby kreować grę, ale też zdobywać gole. Juliusz Letniowski to potrafi, ale opuszcza wiele spotkań. Gdy go nie było, to został tylko Dominik Kun.

Reklama

Stoper z Czech nie jest tani

Jak już wspominaliśmy, na celowniku skautów Widzewa jest lewonożny stoper z Czech. Podobno bardzo dobry i perspektywiczny. Trzeba jednak za niego sporo zapłacić, ale w klubie wiedzą, że to inwestycja. Oglądany jest też ofensywny gracz z ekstraklasy słowackiej, niewykluczone jednak, że jest to obcokrajowiec, a nie Słowak. Na liście klubu są też Polacy.

O tym, że potrzebne są wzmocnienia mówił też na klubowym opłatku właściciel Widzewa Tomasz Stamirowski. – Oczywiście myślimy o nich. Ale jest jeszcze kwestia naszych możliwości i dostępu piłkarzy. Dalej budujemy drużynę. Zarówno na ten sezon, jak i już na przyszły. Wiemy, gdzie potrzeba wzmocnień i zrobimy wszystko, by tak się stało. Czy nam się uda? Nie wiem. Na rynku transferowym nie wszystko zależy od nas. Tym bardziej, że zimą jest niewielu piłkarzy bez kontraktów – zaznaczył.

Reklama

Piłka nożna

Tomasz StamirowskiWidzew Łódź

1 Komentarz

  • Każda drużyna w Ex kompletuje swój skład w oparciu o kreatywnych,zazwyczaj zagranicznych zawodników,bo ma tę świadomość,że przesadne „oszczędności”,kończą się spadkiem z ligi.Idealnie robi to Raków,który nie szasta pieniędzmi,ale zakupił za setki tysięcy euro dobrych piłkarzy.Ta inwestycja zwraca się im w trójnasób w lidze i w europejskich pucharach.Również tą drogą musi podążyć Widzew,chociaż oczywiście w mniejszej skali,ponieważ na razie w europejskich pucharach,jeszcze nie zagramy.Tym niemniej po przewidywanych korektach w składzie i odejściu słabszych piłkarzy,musi znaleźć się miejsce dla zawodników o wysokich piłkarskich umiejętnościach,którzy muszą też odpowiednio dużo kosztować.To wszystko zapewne się zwróci poprzez grę w Ekstraklsie,do której przecież mocno dążymy.

Dodaj komentarz

Reklama